- Irianno! Sześć piw i dań dnia do stolika przy kominku! Wpierw zanieś alkohol! Akurat skończą nim zaniesiesz obiad i weźmiesz z powrotem kufle do napełnienia! - Przez panujący zgiełk w głównej hali gildii, starsza kobieta musiała krzyczeć, by pomocnica wykonała zlecenie. Nie pomagały przy tym co chwila wznawiane toasty, które i głuchy by usłyszał.
Panowała nazbyt wesoła i karczemna atmosfera, bo to właśnie dzisiaj kończył się sezon wypraw poszukiwaczy przygód, którzy to zwykle przez dziewięć miesięcy w roku tułali się z misji na misję, by zbadać ruiny, zabić potwory czy rozbić grupę bandytów ratując zakładników. Przynajmniej większość była w dobrych nastrojach, gdyż zawsze są nieszczęśnicy, którym nie udał się rok i muszą łapać się zimowych zleceń. Zazwyczaj były to te pominięte i najmniej lubiane, a reszta wręcz samobójcza. Nawet nie doliczając pogody i krótkich dni. Jednak były utajnione, by nikt kto nie mógł im sprostać, nie zginął próbując być bohaterem głupich. Znajdowały się one na piętrze gildii strzeżone przez jednego z kamerdynerów założycielki, Siltri.
Dziewczyna ledwo uniosła 6 ciężkich dębowych, litrowych kufli i kierując się w stronę celu, musiała uważać, by żaden z pijanych gości nie spowodował rozlania jakże cennego trunku. Tuż przy stoliku sama potknęła się o własne nogi, ale nie uderzyła o podłogę. Lewitowała wraz z całą tacą tuż przy ziemi, by po chwili siłą zostać postawianą na nogi, a kufle same poleciały do swoich chwilowych właścicieli. Wtedy też odezwał się doniosły, a jednocześnie straszny głos:
- Uważaj jak łazisz z naszym piwem!! - Był to barczysty mężczyzna, na oko posiadający dwadzieścia pięć wiosen na karku. Wstał gwałtownie i już sięgał do czarnowłosej.
- Uspokój się. - Niemal natychmiast uniósł się drugi, tym razem starszy, siwy starzeć. - Dziewczyna popełniła błąd, a raczej nie z własnej winy zabrakło jej sił, więc bądź wyrozumialszy i napij się piwa, które nam łaskawie przyniosła.
- Ma rację, więc się zamknij. - Cała czwórka poparła starca, na ich twarzach zaznaczał się niepokój. Dziewczyna szybko odwróciła się na pięcie w międzyczasie podsłuchując dalszą część.
- Jesteś nowy i możesz tego nie wiedzieć, ale nie wszczyna się w tej gildii awantur i tym bardziej nie atakuje obsługujących tak jak za murami. Sprzeczki czy uwagi są dozwolone, ale jak przejdziesz pewną granicę, to już tu nie wrócisz. Szczególnie jest ona krucha przy tej dziewczynie, bo jest pod opieką samej Siltri. Z resztą rozejrzyj się. Zawsze przynajmniej jeden z pierwszo-rangowych ją obserwuje. Jest tu popularna i lubiana, w dodatku ładnie śpiewa. Nie zapominając jeszcze, że weszła w okres, gdzie młodzi zaczynają ją dostrzegać. Śmiem twierdzić, że jest lepiej chroniona w tym przybytku niż nasza gospodyni, a nawet i cesarz. Dlatego powiem to ostatni raz. Napij się piwa i rozluźnij się.
Wszystko to co powiedział starzec było prawdą i doskonale o tym wiedziała. Jednak nienawidziła tego stanu. Była dla innych niczym płatek śniegu, który za wszelką cenę trzeba chronić, by się nie rozpuścił. Nawet nie pozwolono jej uczęszczać na nauki szermiercze, a zawsze było to jej marzeniem, by wyruszyć na przygodę ze zgraną kompanią i stać się pierwszą w rankingu. Ba! Nawet zerowym! Jednak jest to niemożliwe, Bo jedynie co tu robi to usługuje w gildii i uczęszcza na zajęcia z historii i innych bzdurnych przedmiotów.
Wieczór był długi i wyczerpujący, ale przynajmniej obyło się bez żadnych incydentów innych, niż rozlane piwo, czy za zimne mięso. Irianna poszła do kuchni, by w końcu samej dostać posiłek. Czekając, pochowała po kryjomu część jedzenia do kieszeni i zgarnęła dodatkowy termos z herbatą. Upewniając się, że nikt jej nie widzi, wyślizgnęła się zapleczem, kierując kroki tylko sobie w dobrze znanym kierunku. Latarnie z magicznymi kamieniami oświetlały ulice rozległego miasta, podzielonego na 6 dystryktów, z czego każdy miał własnego zarządcę i pomniejsze prawa. Akurat w jej dystrykcie gildyjnym mieszało się większość statusów i posad, bo tutaj można było zlecić wszelakie legalne usługi. Nawet w tak czystym dystrykcie niestety nie dało się wytępić niewolnictwa i rasizmu w stosunku do innych ras zamieszkujących ten świat. Oczywiście jedne podziwiano, a jedne tępiono, jednak zawsze do wszystkich pozostawała niechęć.
Po paru minutach dotarła do ciemnej i zarazem ciasnej uliczki. Rozejrzała się, czy przypadkiem nikt na nią nie patrzy i weszła w jej głąb. Na końcu znajdowały się stare i rozwalone, drewniane drzwi. zapukała w kodzie, dwa razy szybko, raz wolno i trzy razy szybko. Popchnęła je i weszła do środka. Pomagając sobie ręką macając ścianę w ciemnościach skręciła w krótki korytarz, na końcu którego rozlewało się światło z paleniska.
Przy małym ognisku siedziała mała skulona postać. Była to dziewczyna w wieku Irianny, około czternastu lat. Grzała ręce i bose stopy. Miała długie blond włosy, zielone oczy i wystające z nich wielkie spiczaste, włochate uszy, niczym u wilka. Dopiero po chwili, można było dostrzec, że ma też przed sobą puszysty, choć skołtuniony ogon, a jej paznokcie nieco wyglądają jak pazury. Jej ubrania nie były za bardzo zadbane, a płaszcz wymagał nie lada cudu, by wrócił do łask. Gdy Irianna weszła do pomieszczenia, można było zobaczyć lekki uśmiech na twarzy biedaczki, by po chwili ten zanikł.
Usiadła obok niej i zaczęła wyjmować wszystko co udało się jej zabrać z kuchni.
Zaczęły jeść, choć Irianna próbowała oszukiwać, by towarzyszka miała dla siebie więcej.
- Jutro z rana postaram się prócz jedzenia przynieść ci jakieś buty i koce. Akurat będę pomagać w pralni, więc nie powinno to być trudne. Oczywiście przyniosę też jedzenie. Nie możesz przecież być bez śniadania. Postanowiłam także, że jak będę miała możliwość, to porozmawiam z ciocią, by przyjęła cię do gildii nawet jako pomoc w sprzątaniu. Może to nie jest fajne zajęcie, ale będziesz miała dach nad głową i...
- Nie uda się. - Przerwała jej. - Nie przyjmą mnie nigdzie. Nikt nie chce mieć bestii obok siebie, a co dopiero by ta mieszkała drzwi w drzwi. Nawet w dystrykcie klaunów, to niemożliwe. Prędzej mnie wykorzystają, a jak się im znudzę, to zabiją.
- Kina... - przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. - Ciocia jest inna... ona na pewno jakoś...
- Dlaczego mi pomagasz? - Przez cały ten czas nawet nie spojrzała na Iriannę. Musiało to jej ciążyć na sercu. - Od dwóch miesięcy tu przychodzisz i ciągle coś mi przynosisz. Nikt czegoś takiego nie robi bezinteresownie, więc dlaczego?
- Bo uważam, że to wszystko jest złe. Czemu to ty musisz tak cierpieć, a nie te szuje, które to wszystko wymyśliły i zabijają was dla zabawy!? Nie jesteście niewolnikami, a normalnymi istotami, które chcą żyć! Przecież ty też masz uczucia, musisz jeść i spać.
- To jesteś już jedyna która tak myśli... - Jej głos trochę się załamał. Schowała twarz w ogonie. - Lina też tak myślała, ale już nie...
- Kim... - próbowała się zbliżyć, ale w mgnieniu oka blondwłosa uciekła do swojego małego namiotu.
- Zostaw mnie! Nie wracaj! Dla własnego dobra... zapomnij o mnie... - Minęła jeszcze chwila w całkowitej ciszy. - Idź już... proszę...
- To do jutra... - Już nie uzyskała odpowiedzi.
Nie przespała nocy. Ciągle myślała o słowach Kiny. Od zawsze wiedziała, że ten świat jest niesprawiedliwy, ale nadal tkwiła w niej ta mała, ledwo tląca się iskierka nadziei. Nadziei na to, by te wszystkie złe rzeczy, które dzieją się poza ich dystryktem, były jedynie snem. Jednak pora na sen minęła, a trzeba było zmierzyć się z realnym światem. Większość poszukiwaczy myślało, że będąc pod protektoratem Siltri, ma wszystko czego zapragnie. Prawda była nieco inna, choć oczywiście jedzenia jej nie skopiono, czy zakwaterowania, to na wszystkich innych polach była traktowana tak jak wszyscy. Musiała pracować, by dostać jakiekolwiek pieniądze. Zbierała je skrupulatnie, by móc kiedyś wyruszyć i zwiedzić niezmierzony świat.
Spojrzała w lustro. Zobaczyła chudą i błądzącą dziewczynę, niemogącą poznać odpowiedzi na proste pytania, bo była po prostu za słaba i nikt nie chciał jej użyczyć swej siły. Szczególnie od zawsze nurtowało ją jedno. Jej karmazynowe oczy, tak różniące się od innych ludzi czy nawet stworzeń o których wyczytała w księgach. Ciocia powiedziała, żeby się tym nie przejmować, bo mogła to być wada genetyczna i o niczym one nie świadczyły. Nadal jednak rozpoczynało to więcej pytań i nie dawało szans na poznanie prawd.
Odświeżyła się w wiadrze, splątała włosy w luźny warkocz i podążyła do pralni. Przez dwie godziny próbowała zdobyć to co obiecała. Niestety tylko mokry koc wchodził tym razem w grę. Lepsze to niż nic, ale była zawiedziona. Skoro nie potrafi ukraść nawet głupich butów, to jak ma poradzić sobie poza gildią? Kończąc swoją krótką zmianę, zahaczyła o kuchnie i na końcu z powrotem do swojego pokoju. Odmeldowała się, że wychodzi, dziewczynie z recepcji i skierowała się w stronę zrujnowanego domostwa w zaułku.
Przedzierając się przez śnieg, jeszcze nie ośnieżonych ulic, ujrzała już parę wydeptanych śladów. Zataczały się. Najpewniej niektórzy z poszukiwaczy, dopiero zaczęli wracać do siebie. Jednak coś jej nie dawało spokoju. Przyspieszyła kroku. Ślady ciągle ciągnęły się tam, gdzie schowała się Kina. Gdy wszystkie kończyły się przy zaułku, wpadła w panikę. Pobiegła przez półmrok. Było słychać śmiechy i płacz. Adrenalina w nią uderzyła tak, że słyszała bicie własnego serca. Widziała trzech mężczyzn, Dwóch się przyglądało jak ten trzeci trzyma za włosy Kinę. Spoliczkował ją raz i drugi. Rzucił nią o podłogę i kopnął. Ta zawyła z bólu.
- Wredna suka ugryzła mnie.
- Wybije się jej zęby, to przestanie. Takie tresuje się jak psy. Jeśli gryzie pana, to nie ma wyjścia. - Zaszydził ten po lewej z tyłu.
- Hahahaha, kto by pomyślał, że bestyjka zakradnie się tak blisko nas. Opłacało się iść wyszczać w ten zaułek.
- Co z nią zrobimy?
- Jak to co? Sprzedamy. Rzadki okaz pójdzie za coś więcej niż parę miedziaków. - Pokazał jej ogon i uszy, podnosząc ją za szczękę. Próbowała się wyrwać, ale przyniosło to tylko kolejny cios, tym razem w brzuch.
- Jak dalej będzie tak wierzgać, to niedługo nic nie będzie warta.
Irianna ledwo oddychała, jakby przebiegła wokół całe miasto. Nie wiedziała co ma zrobić. Bała się, ale jak nic nie zrobi Kina zniknie już na zawsze. Zagubi się w tym mieście i nikt już jej nie odnajdzie. Broń! Musi coś znaleźć, tak by zabolało napastników. Tak by zyskać te parę sekund na ucieczkę. Na ulicę, gdzie może ktoś przynajmniej ją potraktuje serio i zatrzyma tych mężczyzn.
- Mamy trochę czasu, więc przynajmniej się zabawmy nim ją sprzedamy. - Usłyszała rozpinanie klamry od spodni.
- Bestię? Nie bądź śmieszny! Jesteś klasą wyżej niż inny i mógłbyś mieć wszystkie w tym mieście, a ty wybierasz ją!?
- Zawsze chciałem taką mieć.
- Rób jak chcesz, ale jak się czymś zarazisz, to nie szukaj u nas pomocy.
- Wasza strata.
"Teraz! Rusz się do cholery!!! Dalej! Musisz jej pomóc!!!" Krzyczała w myślach, ale nogi nie chciały wykonywać jej poleceń. Trzęsła się, a ciśnienie odebrało jej jakiekolwiek racjonalne myślenie. Instynkt wziął w górę i nakazywał jej ucieczkę. Ledwo ściskała znaleziony przed sekundą kamień. "Proszę, niech ktoś nam pomoże". Poczuła ból w jej lewym oku. Czas tak jakby na chwilę się się zatrzymał. Ból nasilił się i rozprzestrzenił po całym ciele. "Nie jesteś godna tej mocy, jeśli nie potrafisz nawet się ruszyć". Przestraszyła się jeszcze bardziej. Myślała że wariuje. "Pomożemy ci, ale oddasz swój dar nam". Jaki dar!? Przecież nie posiadała nic prócz marnej siły własnych mięśni. Jednak poddała się głosowi w jej głowie. "Ciszę uważamy za zgodę".
W jednym momencie znalazła się za jednym z napastników. Niewiedziała jak, ale z jej ręki wysunęła się druga czarna, jakby by była zrobiona ze smoły. W niej znajdował się kamień, który z impetem uderzył mężczyznę w głowę. Zawył upadając. Drugi zdążył się zasłonić przed nieoczekiwanym rzutem. Wyciągnął bat przeznaczony oryginalnie dla koni i zamachnął się. Trzeci, ten który był już nad Kiną, będąc niezorientowanym, został na nowo zaatakowany przez nią. Wczepiła się w jego ucho ostrymi kłami i szarpnęła. Działała instynktownie, a smak krwi tylko dodał jej sił. Niestety, ale to nie starczyło, by odepchnąć napastnika.. Szybko otrząsł się z pierwszego szoku i wyprowadził z pięści atak. Uderzył z taką siłą, że jej głowa jeszcze odbiła się od ziemi. Zamroczyło ją. W międzyczasie Irianna uniknęła pierwszego ciosu oraz drugiego. Była od niego szybsza. Rzuciła się mu na nogi, a czarna dłoń pomogła powalić na plecy. Szybko sięgnęła kawałek drewna i już miała wbić go w ciało, gdy została złapana od tyłu. To był jej pierwszy cel, którego najwyraźniej celny cios kamieniem, tylko na moment otumanił. To był koniec. Teraz obydwie były przytrzymywane. Głos w głowie tylko się cichutko zaśmiał i szydził z niej, że jest za słaba nawet z jej pomocą.
- Mam cię mała kurwo!
Zaczął ją dusić. Po jego twarzy było widać, że nie zamierza poprzestać tylko na reprymendzie.
"Czy to właśnie tak umrę?" Nikłe życie przeleciało jej przed oczyma.
"Przynajmniej coś zrobiłam" Nie mogła złapać oddechu. Jej wzrok tracił na ostrości.
"Przepraszam..."
Nagle upadła na ziemię i usłyszała przeraźliwy krzyk mężczyzny, który ją dusił. Reszta stanęła na równe nogi przerażona. Jeden z nich miał już miecz w ręku, a drugi dopiero po niego sięgał. Kina odczołgała się dalej, ale na jej twarzy widniało większe przerażenie niż przy tym wszystkim co ją spotkało. Posikała się. Irianna ostatkiem sił odwróciła się w kierunku z którego przyszła. Stał tam kolejny mężczyzna z czarnym mieczem o białych włosach, a jej napastnik trzymał się za prawy kikut z którego tryskała krew. Ledwo co widziała oczy nowego przybysza. Były... niezwykłe.
- Czas na was. - Jego głos był hipnotyzujący. Nagle pojawił się przed tamtymi dwoma. - Drugiej szansy nie dam.
Rzucili broń i zabierając kolegę wrzeszczeli przerażeni, potykając się o wszystko co mogli. Dopiero teraz dotarło do Irianny, że byli bardzo młodzi. Była wyczerpana. Jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Czarna ręka przesunęła się jej na gardło. Ponownie oblał ją strach. "A teraz oddaj swą moc nam!" Próbowała ją udusić. Znowu była s tej samej sytuacji. Straciła przytomność.
Białowłosy podszedł do niej. Zdjął jeden ze swoich licznych pierścieni i założył pierścień na serdeczny palec prawej ręki. Dłoń natychmiast zniknęła, uwalniając dziewczynie oddech. Nie widział na niej zagrażających życiu obrażeń, więc skierował się powoli ku Kinie. Ta nie mogła opanować strachu przed tym mężczyzną. Był niebezpieczny!
- Nie bój się. - Z jego ust wydobył się łagodny, młody głos. Jednak to nic nie pomogło. Zbyt bardzo pochłonął ją strach. Nie przypuszczał, że ta dziewczyna jest wstanie... - Ty mnie wyczuwasz... Niewielu to potrafi, dlatego przepraszam cię za to i już się tym zajmuję.
Jego ciężka, mordercza aura natychmiast zniknęła.
- Zo-staw nas. - Z jej ust wydobył się cichy głos.
- Ani ty, ani twoja przyjaciółka nie musicie się mnie obawiać. Nie zamierzam was skrzywdzić. Jednak musicie opuścić to miejsce. Oni lub straż powrócą, by się zemścić. Byli z Akademii Wojskowej Cesarstwa Gudlagar. - Pokazał jej blaszkę z wybitym symbolem. Następnie podał swój płaszcz i wstał, by podnieść nieprzytomną Irianne.
- Jeśli masz siłę samej iść, to choć za mną. Wiem gdzie ta młoda dama mieszka.
Kina zawahała się. Nie mogła mu ufać. Jej strach zmalał, ale nie zniknął. To jest potwór w ludzkiej skórze i to mówił jej instynkt. "Wiej!". Ale dokąd? To było jej jedyne schronienie, które zostało odkryte. Za mury? Tam jest jeszcze gorzej. Na domiar złego jego płaszcz był przesiąknięty zapachem krwi potworów. Nie miała żadnego wyjścia. Wybór między pójściem z nieznajomym który im pomógł, czy zostać i umrzeć w męczarniach. Wybrała to pierwsze. Tu zawsze mogła uciec, lecz tylko oszukiwała siebie. Widziała jak nagle pojawił się przed nimi. To nie było normalne. To była magia. Wstała i chwiejnym krokiem zbliżyła się do przybysza. Próbowała płaszcz trzymać tak, by się nie pobrudził, jednak jej nie wychodziło.
- Zostaw. Spierze się.