środa, 17 października 2018

C.B. - Rozczarowanie, podejrzliwość i panika

Odpowiem na 2 komentarze w poprzedniej notce jeszcze dziś (17.10). Przepraszam że z takim opóźnieniem. Pozdrawiam.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Bez sił, krzty czakry i pomocy ze strony leniwego demona, wdrapywałem się po schodach prowadzących na górę. Miałem nogi jak z waty, dlatego wchodziłem na czworaka. Już nie pamiętam kiedy ostatnio mięśnie w dolnych kończynach odmówiły mi posłuszeństwa. Szczęście, że mogę nimi w ogóle się posługiwać. Jestem potwornie zmęczony. Chciałbym znaleźć się w domu i położyć w ciepłym, a jednocześnie miękkim łóżku.
Jednak muszę zameldować Hokage o zakończeniu naprawy pieczęci. Przydałoby się, by ktoś zaopiekował się mamą i Noa. Muszą wypocząć. Z pewnością bardziej odczuwają zmęczenie ode mnie, gdyż nie posiadają nadludzkich pokładów czakry tak jak ja. Ale wracając do schodów. Pokonywałem je powoli, stopień za stopniem, kładąc dłonie i kolana bardzo ostrożnie, by nie spaść. Po dziesięciu minutach nierównej walki z nimi, znalazłem się na ostatnim piętrze budynku administracyjnego i ujrzałem wymarzone drzwi. Doczołgałem się do nich i z pomocą ściany wyprostowałem się, stając na kolanach. Zapominając o dobrych manierach, nacisnąłem klamkę i popchnąłem kawałek drewna. Szybko złapałem się framugi, by nie przechylić się do przodu i wylądować na twarzy. Zobaczyłem przed sobą wszystkich, których spotkałem na korytarzu trzydzieści minut temu. Hokage z Shinju i dwiema innymi osobami, siedziały przy biurku, a Namito spoglądał przez okno.
- Hokage-sama. - Zacząłem swój raport. - Melduję, że zadanie zostało wykonane.
Dopiero po moich słowach zwrócili na mnie uwagę i odwrócili się w moim kierunku. Dwójka ludzi była ubranych dość tajemniczo w białe płaszcze i maski Anbu z Wioski Ukrytej w Chmurach. Czyli to po nich został wysłany wujek w tajemnicy, lecz jeśli są w naszej wiosce, to natychmiastowo ona znika. Przy ocenianiu zakręciło mi się w głowię, a obraz rozmazał. Już miałem uderzyć o podłogę, gdy wtem Namito zdążył mnie złapać. Zaciągnął do biurka i posadził na jednym z foteli. Następnie podał mi szklankę klarownej i przyjemnie zimnej wody. Wypiłem całą jednym duszkiem. Widziałem, że Hokage posłała Shizune za obszar jej biura. Potem podeszła, skumulowała czakrę w dłoniach i przystawiła do moich obrażeń na klatce piersiowej i brzuchu. Były to trzy głębokie rany, przechodzące przez całą szerokość mojego tułowia z których sączyła się krew.
- Dobrze się spisaliście. - Po kilku chwilach poczułem się lepiej. Nie było widać śladu po wcześniejszych, śmiercionośnych zmaganiach z demonem. Odzyskałem także część utraconych sił, dzięki czemu już sam mogłem utrzymać pion i pomoc wujka nie była mi dłużej potrzebna.
- Jak zawsze. - Zażartowałem po krótkiej chwili.
- Po jaką cholerę tu właziłeś? Mogliście tam pozostać, by odpocząć, a nie w takim stanie przychodzić do mnie.
- Wzywała Pani.
- Kiedy? Nie przypominam sobie.
- Dwa tygodnie temu. Poza tym, dobrze by było poinformować o zakończeniu wszystkiego, a w dodatku miała Pani dla mnie jakąś misję bądź zadanie.
- Już się rwiesz? Dobrze. Skoro tu jesteś to Ci wyjaśnię. Jednak musisz poczekać krótką chwilę, bo nie jesteśmy w komplecie.
Rozsiadłem się wygodnie i spojrzałem na czerwonowłosą. Wyglądała na przerażoną zaistniałą sytuacją i na widok półżywego mnie. Nic dziwnego. Z pewnością wyglądałem na gościa wyjętego z jakiegoś koszmaru. Brudny, zakrwawiony z lekkimi workami pod oczami, delikatnie odwodniony i wychudzony przypominałem przysłowiowego zombie. Jednak podeszła do mnie z uśmiechem wymalowanym na twarzy i gestem rąk, który robi każde dziecko, zachciała na kolana. Nie chcąc jej zrazić do mojej osoby, zgodziłem się i pomogłem jej wskoczyć. Nie powiem, znowu poczułem się przy Niej dość dziwnie.
- Byłaś grzeczna? - Zapytałem, lekko spoglądając na Hokage, by wyczytać z Niej reakcję i wiele innych cennych informacji.
- Tęskniłam! - Nagle przytuliła się do mnie, całkowicie mnie zaskakując. Nie wiem jak zareagować, gdyż nigdy przez coś takiego nie przechodziłem.
- Yyyy... ja także. - Odpowiedziałem, już delikatnie się stresując. Czułem się strasznie nieswojo.
- Było trochę nudno. - Zaczęła opowiadać. - Pani Tsunade podczas pracy za bardzo nie zwracała na mnie uwagi, lecz dawała kartki bym mogła rysować, więc nie było tak źle. Raz wygrałam nawet w pokera!
Mogłem się spodziewać, że Hokage zarazi Ją hazardem, lecz jest to mniejsze zło niż pozostawienie Jej bez opieki bądź zabranie ze mną. Przynajmniej wygrała, chociaż byłoby lepiej, gdyby przegrała i zraziła się do tej gry. Teraz najprawdopodobniej trzeba będzie Ją nauczyć, że te działania są złe. Usłyszałem pukanie do drzwi.
- Wzywała Pani? - Moim oczom ukazała się niebieskooka dziewczyna.
- Tak. Usiądź proszę. - Siadła koło mnie.
- Co Ci się stało!? - Spojrzała z troską wypisaną w Jej błękitnych oczach.
- Nic takiego. Przed chwilą wróciłem z misji i od razu zdałem raport. - Po części skłamałem. Przecież nie mogę powiedzieć prawdy.
- To chyba byłeś na kolejnej wojnie. Wyglądasz okropnie. - Rozbawiło mnie to, gdyż nie była Ona świadoma, że obok Nas jest delegacja z Chmury.
- Powiedzmy.
- Dobrze! Jesteśmy już prawie w pełnym składzie, ale nie będziemy dłużej zwlekać, gdyż ostatnia osoba dowie się troszeczkę później i to od Ciebie, Naruto. - Ciekawe o co chodzi. Na prawdę jestem tym zainteresowany. Bo w sumie to po co są potrzebni ninja chmury? Na co Nanami, która nie ma doświadczenia? Wiele pytań na które zaraz dostanę odpowiednie odpowiedzi.
- Możecie się ujawnić. - Powiedziała to do posłańców.
Wstali z krzeseł zdejmując maski i płaszcze.
- Nazywam się Amaya Uzuki. Jestem na poziomie jonina. - Powiem tak. Mnie i Namito zaparło dech w piersiach, gdy Ją ujrzeliśmy. Bez przeszkód mogę stwierdzić, że jemu jak i mi, szykuje się porządny krwotok z nosa.
Miała długie, delikatnie szarawe, lecz bardziej białe włosy sięgające prawie do jej kolan i spięte na samym końcu. Oczy czarne jak jej niecodzienny strój. Na szyi znajdowało się zapięcie ekspresowe, kończące się na początku klatki piersiowej, odsłaniając delikatnie dekolt. Poniżej niego była siatka przyłączona do wcześniej wspomnianej bluzki sięgająca delikatnie ponad nagi pępek. Miała na sobie krótkie spodnie, kończące się na kolanach i obwinięte na każdej nogawce bandażem. One także odsłaniały trochę ciała, a dokładniej boki ud. Na rękach miała rękawy złączone z rękawiczkami sięgające do połowy ramienia.
Spojrzeliśmy po sobie. Każdy z nas chciałby mieć ją w drużynie. Ale czekaj!!! Przestań myśleć jak zwierzę!!!
Wypraszam sobie! 
Wybacz. Nie to miałem na myśli.
Ja wiem dobrze co ty masz na myśli! Hehe!
Głupi futrzak! Lepiej już śpij!
- Nazywam się Gina Uzuki. Poziom, genin. - Nie powiedziała tego z entuzjazmem druga z dziewcząt. Miała szare, średniej długości włosy sięgające do ramion, a na czole krótką grzywkę. Na szyi wisiał emblemat wioski. Miała czarną bluzkę odsłaniającą brzuch i tak jakby fragment peleryny i dość krótką falowaną spódniczkę, pod którą były jasne i nie dłuższe legginsy. Nad nią zawinięta była jakaś szara tkanina. Na prawej nodze przymocowana bandażami kabura z bronią. Na dłoniach czarne rękawiczki z odsłoniętymi palcami. Nosiła buty z lekkim obcasem, które sięgały do jej kolan. Nie była tak dobrze obdarowana przez matkę naturę, ale nie można było powiedzieć, że jest brzydka.
- Panowie. Od dziś zajmiecie się nimi. Będą uczestniczyć z wami we wszystkich misjach, zdobywając umiejętności i doświadczenie. Musicie zapewnić im nocleg i wyżywienie, gdyż ostatnio mamy małe problemy z budżetem przez co nowe budynki mieszkalne nie zostały ukończone.
- Babuniu. Nadal nam wisisz za eskortę i ostatnią wspólną misję. My bez pieniędzy także nie wyżyjemy. - Stwierdził wujek opierając się o jej biurko.
- Zamknij się! Jak ty się do mnie odzywasz!? Mam was obydwu dosyć! Jeden uczy się od drugiego braku kultury!!! Naruto! Na co się gapisz!?!? - Zacząłem zgrzytać zębami, gdyż zauważyła na co dokładnie. - Namito! Jak będzie z czego to oddam! Nie próbuj mnie szantażować!
- Dobra. Bez zbędnych nerwów. - Odsunął się i uniósł ręce w geście obronnym.
- Kiedyś się doigrasz za to wszystko, Namito!
- Najpierw trzeba mnie złapać. Aktualnie jedynie Naruto może mnie znaleźć. - Uśmiechnął się pewny siebie.
- Naruto. Podwoje ci stawki, jeśli obiecasz mi, że nie będziesz go krył.
- Kusząca oferta. - Zacząłem się zastanawiać.
- Naruto. No nie bądź taki! Zlituj się nade mną! Zapłacę trzykrotnie! - Zaczyna mi się to podobać.
- I tak nie masz z czego. - Zaśmiała się Hokage, a Namito został zgaszony jak świeczka przez morze. - Ale wracając do szczegółów. Gina. Przydzielam cię do nowo powstałej drużyny w której znajdują się: Naruto Namikaze jako twój kapitan, Nanami i Noa Namikaze. - Spojrzałem na babunię zszokowany.
- Moja siostra ze mną w drużynie!? - Nie mogę uwierzyć własnym uszom.
- Decyzja została podjęta i jej nie zmienię, więc za późno na jakiekolwiek protest. Musisz je wyszkolić na minimum poziom chuunina. Taki jest rozkaz i masz go wykonać. Zaczynasz od jutra.
- Boże!!!! - Przechyliłem się w tył i uniosłem ręce ku górze.
- Nie ma go tu. - Spojrzała na drugą ze sióstr. - Amaya. Ty dołączysz do Namito. Stworzycie dwuosobową drużynę podlegającą tylko mnie. Będziecie czekać na wezwanie. To wszystko. Możecie odejść.
- Chodź Mała za mną. Oprowadzę cię po wiosce i... - Przerwała wujowi w pół zdania.
- Nie nazywaj mnie tak. Jestem wykończona po podróży i chciałabym wypocząć. Lepiej zaprowadź mnie do domu.
- Wedle życzenia. - Ukłonił się.
-  Tak dla przestrogi. Śpię z kunaiem pod poduszką. - Jego entuzjazm prysł jak bańka mydlana. Wyszedł bez słowa, a ona za nim. Zaczynam mu współczuć.
- Ostatnia sprawa. Naruto. Masz zapoznać Gine z większą ilością informacji. Będziecie ze sobą współpracować, więc chciałabym byście sobie wzajemnie ufali. - Kiwnąłem głową na znak zrozumienia i wstałem ponownie prostując kości.
- W takim razie proponuje pójść do domu i coś zjeść. Wybacz, że tak od razu, ale przez ostatnie dwa tygodnie moja dieta opierała się na śmieciowym jedzeniu, które miało za zadanie mnie jedynie zapchać.
- Nie ma problemu. Po wyglądzie stwierdzam, że mówisz prawdę. - Uśmiechnęła się przyjacielsko. Już zaczynam dostrzegać, że siostry różnią się charakterem. Chyba, że są to tylko pozory.
Po pożegnaniu Nanami, zrównałem się z wujem, przechodząc na przód i tym samym zostawiając nasze nowe koleżanki delikatnie z tyłu. Oczywiście Shinju dreptała przy mnie. Miała rękawiczki na dłoniach, więc nie powinna móc ot tak sobie wejść.
- Widziałem, że napotkaliście niemałe komplikacje. Jak one się czują?
- Są jedynie wykończone, zupełnie jak ja. Ledwo trzymam się na nogach, ale muszę iść. Wrócę to odpocznę. - Skupiłem czakrę wokół siebie i kontynuowałem rozmowę. - Nadal cię śledzi? Bo mnie tak.
- Mój poszedł złożyć raport. Z chęcią poszedł bym za nim, lecz twój nadal depcze nam po piętach. Ciekawe jak zareagowali na wieść, że to wszystko co widzieli przez ostatnie dwa tygodnie, to wyprawiały klony. - Zaśmiał się, a ja mu dotrzymałem towarzystwa.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
- Syn i brat Czwartego Hokage. Nieźle się zapowiada nasz pobyt w tej wiosce. Ciekawe czego się od nich nauczę.
- No tak. Ciebie ma uczyć. Powinnaś już dawno mieć minimum rangę chuunina, a nie, przynosisz wstydu naszej wiosce. Ale są tego i dobre strony. Możesz wybadać co zadziało mu się podczas naszego wejścia do budynku. Ta czakra, coś trenował i nie za bardzo mógł to kontrolować. Dziwniejsze było to, że odbywało się pod okiem Hokage. Możliwe, że szykuje kolejny atak na Chmurę z lepszym i potężniejszym arsenałem. Przyjrzyj mu się, tylko dyskretnie. Ukrywają coś przed nami.
- Ale przecież to Wioska Liścia pierwsza zachciała zawieszenia broni.
- Mając już taką przewagę? To nie jest normalne. Mamy idealną okazję do wybadania całej sprawy. Nie spieprz tego, bo inaczej nas zabiją.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
- To jak przebiegła twoja misja?
- Nudnawo. Odezwały się tylko parę razy i nie pokazywały swoich twarzy. Ciągle szły parę metrów za mną, tak jakby czekały na odpowiedni moment, by przystawić kunai do gardła. Nie podoba mi się, szczególnie ta starsza.
- Taaa. - Pokiwałem znacząco głową.
- Nie o tym mówię. Jest dziwnie podejrzliwa. Myślę, że dostała misję od Raikage, by wybadać Liść, a w szczególności nas. Niby wymiana pokoju, a obie strony w cholerę nie ufne.
- Od nas także ktoś ruszył?
- Tak. Chłopak i dziewczyna. Imion mi nie przedstawili, ale oddział Itachiego ma z nimi ciągły kontakt. Nasze dwie dziewczyny pewnie też ze swoją wioską. Jednak ciekawi mnie pewna sprawa. W jaki sposób wysyłają niepostrzeżenie wiadomości? Przydałoby się przechwycić jedną.
- Odkryją to. - Skwitowałem.
- Zgoniło by się na zbiegłych ninja. Zanim zapomnę. Po drugie, sprawa Akatsuki. Jiraiya nadal nie wrócił. Nie ma od niego także żadnego odzewu. Mam czarne myśli.
- A ja nie. Wiem jak działa. Czasami wysyłał raport co miesiąc a czasami co trzy. Wróci. - Powiedziałem to, ale niepewność zawładnęła mym umysłem.
Szliśmy tak z dziesięć minut, nim znaleźliśmy się na ogrodzonym terenie mojego klanu. Rozdzieliliśmy się w połowie drogi i udaliśmy do swoich domów. Otworzyłem drzwi i spojrzałem na podłogę. Siostra z pewnością nocuje w szpitalu bądź u mamy.
- No cóż. - Odwróciłem się w stronę Giny. - Czuj się jak u siebie w domu. Na lewo salon, kuchnia i mała toaleta, a na górze trzy pokoje plus łazienka. Twój jest na wprost schodów. Powinno w nim wszystko być, gdyż nic tam nie zmieniałem. Jeśli czegoś będziesz potrzebowała, pytaj.
Gina:
Zostawił mnie samą w salonie, biorąc za rękę małą, czerwonowłosą dziewczynkę, udając się na górę. Miałam czas, by rozejrzeć się po mieszkaniu.
Pierwsze wrażenie? Dom jest ogromny, ładnie zrobiony oraz umeblowany. Wszystko jest trochę zakurzone, ale skoro był na misji tyle czasu, to nie ma się co dziwić. Nie miałabym się do czego przyczepić, więc w jaki sposób mam się mu jakoś dyskretnie przyjrzeć? Musiałabym przeszukać cały dom i jego pokój, ale skoro razem mamy tu mieszkać i trenować, oznacza to, że nie będzie okazji. Znowu Amaya będzie zła.
Usiadłam bezradnie na krześle w kuchni i położyłam się na stoliku. Czemu to akurat my musiałyśmy trafić na tę wymianę? Tam miałam wszystkich przyjaciół, a tu? Nic. Ale za jednym nie będę tęsknić. Wszystkimi przełożonymi. Zawsze patrzyli na mnie przez pryzmat siostry, która w wieku ośmiu lat wykonywała misje rangi A. A ja? Nadal C i czasami zdarzy się B z czego w razie walki i tak ratowali mnie towarzysze. Jestem do bani.
- Co taka smutna? - Wyprostowałam się lekko wystraszona. Teraz nie wiem, czy mówiłam to na głos, czy tylko tak myślałam!
- Słyszałeś coś kapitanie? - Popatrzył na mnie zastanawiając się nad moimi słowami.
- Hmm. Ty nic nie mówiłaś, ale dla twojej informacji, słyszę głosy. - Uśmiechnął się i zaczął coś przygotowywać na blacie kuchennym. - Jesteś głodna?
- Yyy.... jeśli można. A z Hokage...
- Zżera cię ciekawość?
- Trochę. - Czyżby lubił przejmować kontrolę nad rozmową? Przynajmniej dowiem się czegoś nowego.
- No to słuchaj uważnie. - Odwrócił się do mnie i oparł się o blat, a ręce splótł na piersi. - Najpierw parę spraw organizacyjnych. Nie zwracaj się do mnie per kapitan, chociaż nim jestem dla ciebie. Takie zwroty jak sensei bądź końcówki -kun, również. Jakoś nie lubię formalizacji. Naruto wystarczy.
- Tak jest! - Uderzył się dłonią w czoło.
- Zwykłe ,,dobrze" będzie w porządku. Nie wiem jak u reszty bądź u was, ale ja nie wymagam używania takowego języka. W sumie to moja pierwsza drużyna którą będę szkolił, więc można powiedzieć, że staram się wyjść pozytywnie. - Wyszczerzył białe ząbki. Mogę spokojnie stwierdzić, że jego uśmiech jest szczery i niewymuszony. - Jedną z dziewczyn zdążyłaś już poznać. Ma na imię Nanami. Znam ją trochę czasu i poznałem dość dobrze. Ty będziesz musiała sama to zrobić, dlatego że nie lubię dzielić się moimi spostrzeżeniami pod względem ludzi. Druga osoba jest moją siostrą. Poznasz ją jutro.
- O której zaczniemy jutrzejszy trening? - Spytałam, by nie zaspać.
- Znaczy... - Podrapał się po głowie. - ...chciałem jutro go odpuścić i zorganizować coś integracyjnego. Jakiś wypad do baru, czy licho wie gdzie. Tak, by lepiej się nam współpracowało. No i nie oszukujmy się, przydałby mi się drobny odpoczynek. Może na takiego teraz nie wyglądam, ale widziałaś mnie u Hokage. Nigdy nie sądziłem, że schody kiedykolwiek mnie pokonają.
- Oczywiście, rozumiem. - Z jednej strony jestem trochę zawiedziona faktem iż trening nie nadejdzie. Chciałabym jak najszybciej się podszkolić, ale oferta lepszego zapoznania się i może zyskania nowych przyjaciół też jest w porządku.
- A teraz przejdźmy do poważniejszych spraw. - Dostawił swoje krzesło tyłem do stolika, siadając na nim okrakiem. - Powiem to tylko raz, gdyż na te tematy raczej się nie rozmawia. Z pewnością wiesz kim jestem. - Zaczął mówić szeptem, tak jakbyśmy byli na jakiejś niebezpiecznej misji.
- Syn... - Przerwał mi.
- Jinhuuriki. - Kiwnęłam szybko głową na znak, że o tym wiem. - Powiedz mi tak szczerze. Raikage mówił coś o drugim jinhuuriki? - Skąd on się dowiedział, że mamy wybadać zniknięcie Nibiego, jak i spróbować go odzyskać!? Spokojnie! On zadał pytanie! Nie stwierdził! Zapytał! To nadal nasza tajemnica! - Tak myślałem. Mówił o tym.
- Nic mi nie wiadomo. - Wyparłam się. Ten tylko się uśmiechnął.
- I po co kłamiesz? Gdy tylko dowiedziałem się, że pochodzicie z Chmury, domyśliłem się o co może chodzić. - Serce zaczęło bić mi szybciej. Co zrobią z nami teraz!? Amaya mówiła, że zabiją. Ja nie chcę!!!
- Prze-praszam. - Zaczęłam płakać.
- Za co? Co oni ci nagadali o mnie, że płaczesz i trzęsiesz się z przerażenia? Dzisiaj zostałaś moją podwładną i zarazem koleżanką z drużyny, więc raczej powinnaś być szczęśliwa z tego powodu. A to że dostałyście taką misję, w ogóle mnie nie dziwi i przyjmuję to do wiadomości. Nie będę wyciągał żadnych konsekwencji w stosunku do ciebie, bo to idiotyzm, ale mam małą prośbę. - Popatrzyłam na niego. Nie zauważyłam krzty złości. Co jest grane? - Powiadom siostrę, że tego raczej nie uda wam się osiągnąć. A teraz, coś na ciepło, czy raczej zwykłe kanapki wystarczą?
Obudziłam się w przydzielonym pokoju. Zrzuciłam kołdrę i rozciągnęłam się. Następnie usiadłam na kancie łóżka. Nawet udało mi się wyspać. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe w nowym i jednocześnie obcym miejscu. No cóż. Jednak cuda się zdarzają!
Po codziennej toalecie udałam się na dół. Z salonu było słychać śmiech i tak jakby mruknięcie. Wychyliłam się zza ściany i ujrzałam Naruto oraz dziewczynkę grających w karty. Postanowiłam podejść. Gdy byłam już blisko, blondyn wstał.
- Nie gram już z tobą. - Stwierdził i udał się do kuchni. Spojrzałam na kartkę. Ilość zwycięstw tłumaczyła zachowanie. Udałam się za nim.
- Pokonała cię mała dziewczynka?
- Wygrała wszystko. Dosłownie wszystko! - Upił większy łyk ze swojego kubka.
- Przegrałeś coś, że aż tak się denerwujesz?
- Tylko ciastka. Ale nie chodziło mi oto, by się dowartościować. Chciałem nauczyć ją, że w hazardzie można wszystko stracić. I wyszło jak wyszło.
- Przecież to mała dziewczynka. Ona jeszcze nie rozumie co to prawdziwy hazard.
- Tylko ty tak myślisz. Wszyscy w wiosce, a nawet poza nią, znają pewną słynną hazardzistkę, która umiała przegrać miliony, a niedawno Shinju ogołociła ją z wypłaty. - Zrobiłam duże oczy, to nie może być... - Tak. To nasza Hokage.
- Nie żartuj!
- A czy wyglądam na takiego? - Chyba mówi prawdę, bo tak naprawdę to po co by miał mnie okłamywać? - Hmmm. Coś miałem... a tak, przypilnujesz Shinju?
- Tą małą? No... dobrze, ale gdzie ty idziesz?
- Może to zabrzmieć głupio, ale idę poszukać dziewczyn. Siostra może być w dwóch miejscach, ale Nanami, cholera wie gdzie mieszka. Dlatego potrzebuję chwili, by ją znaleźć i sprowadzić. - Przechylił kubek opróżniając jego zawartość. - Zanim wyruszę, drobna rada w opiece. Załóż rękawiczki albo nie dotykaj jej dłoni. Spryciara zaczęła wykorzystywać swoją umiejętność w perfidny sposób. - Skrzywił się mówiąc to. Nie zdążyłam zapytać się o co może chodzić, gdyż zniknął w żółtym błysku. W końcu mogłam ujrzeć słynne hiraishin no jutsu na własne oczy! Wygląda czadowo! Chciałabym się tak przenieść. Przynajmniej raz, by tego posmakować.
- Eh. Shi...nju!? - Chyba tak miała na imię. - Jadłaś już coś!? - Odpowiedziała mi głucha cisza. - Shinju?
Wychyliłam się z kuchni i popatrzyłam w stronę kanapy. Przeszedł mnie dreszcz, którego nie umiem opisać.
- Zgubiłam ją!!! - Wydarłam się, łapiąc dłońmi za policzki. Jak poparzona wpadłam do salonu, lekko driftując na drewnianej podłodze i zaczęłam się panicznie rozglądać. - Kapitan mnie zabije!!! Mała!?!?
Zajrzałam pod stół, za kanapę, w łazience na dole, na górze, w jej pokoju, w moim, u kapitana, we wszystkich szafach. Biegałam z pomieszczenia do pomieszczenia wyobrażając sobie najgorsze. Po kilku takich rundach, pobiegłam do drzwi wejściowych. Były zamknięte od wewnątrz, więc nie mogła wyjść! Okna! Wszystkie zamknięte! Przecież to niemożliwe, by mała dziewczynka zniknęła bez śladu!!!
Nawet nie chcę wiedzieć, co zrobi kapitan gdy wróci i dowie się, że ją zgubiłam! Podwiesi na łańcuchach w więzieniu!? Zamknie w ciemnej piwnicy o samej wodzie!? A może coś gorszego!?!? Nieeeeeeeeehehe!!!!!!! - Zgrzytałam zębami, a z oczu wypływał wodospad łez.
- Mała!!! Gdzie jesteś!?!? - Coś złapało mnie za nogę. Przerażona podskoczyłam do sufitu uderzając się w głowę.
- Co pani robi? - To ona!!! Zeskoczyłam, klękając na kolana i sprawdziłam, czy sobie nic nie zrobiła.
- Jesteś!!! - Przytuliłam ją, mocno obejmując. - Jest nadzieja, by kapitan był łagodny! - Znów z oczu spływały mi potoki łez, ale tym razem były to łzy szczęścia.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Mess
Trochę namęczyłem się obmyślając charakter nowych postaci, ale warto było (moim zdaniem). Mam nadzieję, że rozdział jest dobry, a błędów pojawiło się jak najmniej. Postaram się częściej dodawać nowe notki, ale sam nie wiem jak to wszystko się ułoży w czasie. Pozdrawiam. Mess.