niedziela, 25 listopada 2018

C.B. - Małe wielkiego początki

 Oi minna! Na wejściu chciałbym przeprosić za tak długi okres oczekiwania, lecz musicie mnie zrozumieć. Studia nie są wcale taką prostą rzeczą i trzeba się dla nich poświęcić. Za to jako rekompensatę publikuję kolejną, nie krótką, notkę. Życzę wszystkim dobrej zabawy.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Szedłem jedną z ośnieżonych ulic naszej wioski, rozglądając się po niewielkiej ilości rozstawionych straganów i co chwila spoglądając na handlarzy. Trochę podziwiam tych ludzi. Próbują zarobić na utrzymanie swoich rodzin nawet w taką pogodę, jaką są opady śniegu i dwudziestostopniowy mróz. Można powiedzieć, że nie różnią się zbytnio od nas, shinobi, którzy ryzykują zdrowiem i życiem by zapewnić to samo, przy okazji dbając o całość wioski. Gdybym miał pieniądze z pewnością bym bardziej czegoś szukał niż teraz, gdy moją głową szargają myśli.
Jak powiedzieć o tym Nanami? Przecież po miesiącu treningu, jak i nie w jego trakcie, zostaniemy wysłani poza wioskę na jakąś misję i możemy go napotkać. Przez szok a następnie paraliż, może nie być w stanie się poruszyć. Okaże się zbyt łatwym celem dla jego ataków. Drugą sprawą jest to, że nie wiem co zmieniło mistrza Yoshito. Może gdyby ujrzał żyjącą córkę, wróciłby do siebie? Co ja pieprze!? On zginął! Ale... to kto jak nie on mnie wtedy atakował?
Na chwilę obecną muszę to jednak zataić. Muszę dopilnować, by za wcześnie się tego nie dowiedziała, bo inaczej zapragnie wyruszyć i odszukać ojca. Chyba najlepszym wyjściem, będzie wyjawienie prawdy dopiero po jej przeszkoleniu. Ale czy to coś da? Ja nie dałem rady, Namito, Itachi, Sakura i reszta. To nie ma sensu.
Młody. Skup się na szukaniu, bo nie chcę nic mówić, ale właśnie ją wyminąłeś!!!
Zacząłem się za nią rozglądać i szukać poprzez czakrę. I gdzie ona jest!?
Tam gdzie teraz pewnie przebywa, czyli w domu. Obudź się, bo i za miesiąc jej nie znajdziesz! 
Czekaj! Czyli...
Tak! Oszukałem cię! 
Po cholerę to zrobiłeś głupi futrzaku!?
Bo mam dość słuchania tych gdybań! Jak będzie to tak będzie! Nie zmienisz tego! W końcu się o tym dowie, a to że zacząłeś uważać dawnego mistrza za niepokonanego, uwłacza mnie jak również tobie i innym! Każdy ma słabe punkty! Dosłownie każdy! Wystarczy je znaleźć i wykorzystać! To dlatego wtedy przegrałeś! Znalazł je w tobie i prawie doszło do nieszczęścia! Teraz wyeliminowałem to zagrożenie, ale nie oznacza to, że już nie posiadasz słabości! Za każdym razem, jak przyjdzie nam z nim walczyć, mamy okazję poznać jego jak i nas samych! Pamiętaj o tym i zacznij wierzyć w siebie, bo na chwilę obecną tylko powątpiewasz! A ten tok myślenia nigdy do ciebie nie pasował! Uf. Musiałem się na czymś wyładować.
To padło na mnie!?
Nie odezwał się już. Z jednej strony dobrze z drugiej źle. Dał mi tym wywodem przysłowiowego kopa w dupę. To prawda. Powinienem się ogarnąć i zacząć myśleć spontanicznie aniżeli wszystko planować ze znacznym wyprzedzeniem, bo układam plany, a je trafia szlak podczas ich wykonywania. Jednak bez nich też nie da rady. Najwyraźniej trzeba będzie połączyć oba typy. Eh. To dopiero będzie zamęt!
- Naruto! - Ktoś zawołał mnie po imieniu. Tym kimś okazała się Shizune. - Hokage wzywa cię do biura.
- Już odkryła, że dziś nie będę trenował drużyny? Co za kapuś to wygadał? - Skrzywiłem się. Nawet najbliższym nie można już ufać.
- Nic z tych rzeczy. Hokage ma dla ciebie pilną wiadomość.
- Nie mogła jej przekazać w zwoju czy czymś innym? Eh. Dobra. Zjawię się tam za parę sekund. - Spojrzałem na nią znacząco. - Ale nie wygadasz o dzisiejszym dniu?
- W sumie powinnam w raportach mówić całą prawdę, ale jeśli mnie podrzucisz z powrotem do biura, będziemy kwita.
- Za dużo czasu przebywasz z babunią. - Stwierdziłem śmiejąc się i wystawiając rękę. Chwyciła za nią i w mgnieniu oka znaleźliśmy się w biurze Hokage.
- Dobrze, że jesteś. Musisz udać się do akademii.
- Po co? Skończyłem ją parę lat temu.
- Nie chodzi o ciebie, ale jak chcesz, to wyślę cię tam z powrotem! - Zrzedła mi mina. - Pierwsza sprawa. Czekają tam na twoje polecenia Noa i Nanami. Zanim zapytasz, odbierały swoje ochraniacze. Po drugie, Shinju ma zjawić się w akademii za dokładnie dziesięć minut! Specjalnie dla ciebie jej wychowawcą został Iruka. To wszystko.
- Nie wyrobię się w dziesięć minut!
- Pozostało ci dziewięć minut i czterdzieści trzy sekundy. Inaczej...
Nie miałem ochoty przebywać w tamtym miejscu choćby sekundy dłużej. Błysnąłem się od razu do domu.
- Shinju, nie mamy chwili do stracenia! Ubie... co do!? - Zobaczyłem Małą przywiązaną grubym sznurem do krzesła.
- Ratunku! - Powiedziała i popatrzyła na mnie rozklejonymi oczami z wypisaną nadzieją w oczach. - Przywiązała mnie i poszła do kuchni, a ja robiłam tylko to co mi powiedziałeś bym robiła.
- Dobrze się spisałaś. - Rozplątałem ją i zdjąłem z niej sznur. A następnie poczochrałem ją po włosach. - A teraz biegiem pod prysznic! Za dwie minuty masz być czysta i pachnąca!
- Tak jest! - Zasalutowała mi i podreptała na górę. Za to ja skierowałem swoje kroki do kuchni. Był to istny strzał w dziesiątkę.  Gina siedziała tam przybita mentalnie, trzymając w dłoniach kubek z herbatą.
- Niech zgadnę. Dotknęłaś ją w dłonie?
- Yhym. - Kiwnęła głową.
- Czego się dowiedziała? - Przysiadłem się, siadając okrakiem na krześle i z rękami opartymi o oparcie. Coś mi się zdaję, że będzie trzeba ją jakoś podnieść na duchu.
- Zobaczyła moje marzenia.
- To jeszcze nie tak źle. - Uśmiechnąłem się na samą myśl pudełeczka schowanego tym razem w miejscu do którego żadna inna osoba nie wejdzie prócz mnie. No, nie licząc wuja.
- Czemu nie powiedziałeś, że umie czytać w myślach!? - Nie spodziewałem się, że na mnie naskoczy. Wydawała się przecież taka miła i uprzejma.
- Mówiłem, załóż rękawiczki, a to powinien być wystarczający sygnał byś zachowała ostrożność i miała podejrzenia co do umiejętności tej Małej. Niedawno sam bym się na tym przejechał. Jednak to nadal nie powód, by ją przywiązać do krzesła. Co cię do tego skłoniło? - Doskonale wiedziałem co przeskrobała, ale jakoś popchnęło mnie, by zapytać o jej odczucia i obserwacje.
- Schowała mi się! I to parę razy! Kompletnie nie mogłam jej znaleźć! Rozpłynęła się jak duch! - Powstrzymałem się od wybuchu śmiechu.
- Cóż. Po prostu nie przyłożyłaś się do zadania. - Zaczęła ryczeć. - Pierwsza twoja porażka. Ale uczymy się na błędach, więc z pewnością następnym razem ci się uda.
- Tak kapitan myśli?
- Nie per kapitan. Proszę. - Przewróciłem oczami. - I tak. Tak właśnie myślę. A teraz zbierz się do kupy i wyszykuj. Za sześć minut ruszamy. - Wstałem od stolika. - Shinju!? Gdzie jesteś?
- Potrzebna pomoc! - Oby była umyta. Oby była umyta. Oby była umyta, bo w innym wypadku Hokage mnie zabije. Powtarzałem sobie te słowa szeptem, traktując je jako modlitwę.
- Co się stało? - Wszedłem do łazienki. Nie było jej tam. Odwróciłem się na pięcie i wpadłem do jej pokoju.
- Nie mogę sięgnąć ubrań. - Pokazała mi palcem w stronę szafki.
Ale ja jestem kretynem! Całkowicie zapomniałem o tym, że ona sięga mi do pasa i wsadziłem je na górę. Zagarnąłem wszystkie jakie zdołałem złapać i rzuciłem na łóżko.
- Załóż coś wygodnego i praktycznego, bo będziesz musiała wysiedzieć parę godzin na krześle.
- Ale ja nie wiem co! - Już się mogę żegnać z życiem. Zacząłem przebierać w rzeczach, wybierając jej jakąś białą spódniczkę podrzuconą od mamy, czarną, luźną koszulkę z rękawami sięgającymi do połowy przedramion i czarne getry.
- Załóż to. Zaraz przyjdę! - Pobiegłem do swego pokoju w poszukiwaniu kabury na broń jak i samą ją. Otworzyłem zamkniętą na pieczęć szufladę i wyjąłem pierwszy zwój. Potem drugi, trzeci, czwarty. - Gdzie to jest!? Tak! Mam!
Wpakowałem do kabury parę sztuk shurikenów, kunaii i pusty zwój. Złapałem za bandaż z apteczki i wróciłem do Małej. Jak ona to robi, że tak szybko się ubiera!? Ale nie ma się co teraz tym zastanawiać! Trzy minuty!
- Jesteś prawo czy lewo ręczna? - Spojrzała na mnie jak na idiotę. - Rysujesz prawą czy lewą ręką? - Przetłumaczyłem na jej język.
- Prawą! - Już miałem przypiąć jej do prawego biodra, gdy... - Ale także uwielbiam lewą! - ...tak, załamałem się.
- To do której chcesz?
- Nie wiem. - Co ja się pytam? Spieszy nam się!
- To dzisiaj będziesz miała na prawym. - Pośpiesznie i nerwowo zawiązałem bandaż. Aż mi się ręce trzęsły. Sukces! Nie miałem czasu, by pozwolić jej zbiec po schodach. Teleportowałem nas do przedpokoju. - Ubieraj się szybko, bo nie zdążymy. Gina!
- Tak!?
- Gotowa!?
- Już idę! - Przybiegła ubrana ciepło w jakąś szarą, puchową kurtkę.
- Naruto! - Zawołała mnie Shinju. - Zawiążesz? - Pokazała buty założone na nogi ze zwisającymi po obu stronach sznurówkami. Schyliłem się i zawiązałem obydwa buty. Jeszcze opatuliłem ją szalikiem.
Minuta! Nie zdążymy! Ostatnia nadzieja w tym, że kora na stojącym nieopodal akademii drzewie nie spróchniała i nie odpadła. Chwyciłem obydwie za rękawy od kurtek. Przenieśliśmy się pod moje ulubione drzewo, na którym spędzałem wiele czasu jako dzieciak.
- Taaaak! W końcu mogłam się przenieść sławetnym Hiraishin no jutsu! - Popatrzyłem na Gine podnosząc lewą powiekę. Ta skamieniała. Czy ja o czymś nie wiem? Nie marnując więcej czasu złapałem Shinju i biegiem pognałem do akademii.
- Powieś! - Rzuciłem kurtkę i szalik w stronę mojej podwładnej. Przeklęte schody, prowadzące na trzecie piętro pokonywałem po trzy, a nawet cztery stopnie, trzymając Małą za plecami. Klasa! W pełnym biegu otworzyłem rozsuwane drzwi, ślizgając się po podłodze. Tylko przez to, że się ich przytrzymałem, nie wyciąłem.
- Shinju? - Usłyszałem jej imię. Zsadziłem ją z pleców.
- Jest. - Wysapałem zmęczony. Oparłem się o kolana, próbując nabrać powietrza. Poczułem także ogromne pragnienie. O nie! Znowu to!
- Naruto? - Wyprostowałem się, zdając sobie sprawę z tego, że cała klasa siedmiolatków wpatruje we mnie swe oczy.
- Zdążyła? - Spytałem uśmiechając się do swojego dawnego senseia i mając nadzieję na pozytywną odpowiedź.
- Tak.
- To dobrze. - Odetchnąłem z ulgą. Wyjąłem z kieszeni czarne rękawiczki i podałem Shinju. - Masz wspaniałą moc, ale musisz nauczyć się ją kontrolować. Do tego czasu noś je i nie zdejmuj poza domem.
Zrobiła smutną minę, ale od niechcenia założyła je. Wstałem z kolana i podszedłem do Iruki. W klasie nastały rozmowy.
- Dawno się nie widzieliśmy, Naruto.
- Co mam powiedzieć? Dorosłe życie nie jest wcale takie łatwe jak się kiedyś zdawało.
- No tak. Wydoroślałeś, chociaż już wtedy byłeś tak jakby starszy. - Uśmiałem się na te słowa. - Słyszałem od Hokage, że opiekujesz się Shinju. Dość wymagające i nietypowe zadanie. Radzisz sobie?
- Chyba tak. Przynajmniej tak mi się zdaję. Staram się, ale nadal mam dużo ubytków pod tym względem, znaczy tak zwanej opiekuńczej. Wszystko próbuję naśladować z moich dziecinnych lat, więc... jeszcze inne zadania narzucone przez Hokage piętrzą się i nakładają jedne na drugie, przez co zaczynam mieć niemały mętlik w głowie.
- Z pewnością dasz sobie radę.
- Chciałbym mieć tyle samo optymizmu co pan. Ale wracając do Małej. - Zacząłem mówić ciszej, chociaż wątpię, by ktoś w tej wrzawie usłyszał moje słowa. - Proszę uważać na jej dłonie. Gdyby próbowała zdjąć rękawiczki, wtedy zabronić i powstrzymać. Raczej nikt nie chciałby doświadczyć tego co ja. W dodatku proszę, by nie zwracać na nią zbytniej uwagi. Nie ufa innym ludziom i musi się przyzwyczaić. Gdyby płakała, zostawić ją w spokoju. No chyba, że panu uda się na niej wywrzeć wrażenie dobrego człowieka. Wtedy pana pokocha.
- Rozumiem. - Przytaknął. - Hokage-sama zdążyła mi już wszystko wyjaśnić.
- Naruto!!! - Za mną w drzwiach stały już wszystkie trzy dziewczyny. - Popatrz kogo odnalazłam!
- Już się cieszę. - Nie powiedziałem tego z entuzjazmem, zakrywając tym samym twarz ręką.
- Misja? - Spytał śmiejąc się z zakłopotania.
- Można tak to ująć. Hokage przydzieliła mi drużynę, którą mam wyszkolić. Niestety. Dwie z trzech osób to będzie katorga i droga przez mękę. - Tak. Miałem namyśli Noa i Nanami.
- Cóż. Życzę powodzenia. Może spotkamy się za niedługo?
- Z przyjemnością pogadam z kimś normalnym, bo jak na razie, otaczają mnie sami niezwykli. Do zobaczenia. - Odwróciłem się na pięcie, chowając ręce w kieszeń. Iruka próbował najwyraźniej zacząć lekcję, ale dzieci tak się rozgadały, że jego głos do nich nie docierał. Shinju usiadła w górnej ławce, bardziej od strony okna, obok brązowowłosej dziewczynki. Ciekawe jak sobie poradzi i czy mnie posłucha.
- Zamknąć się!!! - Zapanowała w klasie idealna cisza. Tak. To za sprawą mojej siostry, która najwyraźniej ma dziś kiepski humor.
- Nie będę nic mówił, ale troszkę przesadziłaś. Poskutkowało, lecz mam nadzieję, że nigdy nie zostaniesz nauczycielką. Sam bym się bał chodzić na takie zajęcia. - Zwróciłem jej drobną uwagę, wychodząc i zamykając drzwi za sobą.
- Od samego rana boli mnie głowa, a ten jazgot w takich warunkach nie jest wcale przyjemny. W dodatku Hokage zgarnęła mnie o jakiejś chorej godzinie! - Skrzywiła się łapiąc za skronie.
- Czyli o której?
- O szóstej!
- Normalna godzina.
- Co!?
- Naruto ma rację. Idąc do pracy wstawałam na piątą albo miałam dwudziestoczterogodzinne dyżury. Już wtedy widać ludzi na ulicach. - Nanami mnie poparła, co ucieszyło mnie niezmiernie.
- Nie macie życia?
- Siostra. Gwarantuję ci, że po pewnym czasie przyzwyczaisz się. Szczególnie do kilkudniowych podróży. Poza tym ja chyba także dostałem migreny i nie reaguję jakoś agresywnie. A teraz za mną. Musimy omówić co i jak.
Przez całą drogę do baru, panowała idealna cisza między naszą czwórką. Już się cieszę na wieść o naszej nienagannej współpracy, będąc tak zżytymi ze sobą. Czas popchnąć to wszystko w dobrą stronę i zaczerpnąć przykład z senseia. O tak, to będzie dobre rozwiązanie.
Weszliśmy do baru, siadając na wolnych miejscach. Każde z nas zamówiło sobie na co miało ochotę. Już po chwili pierwsze kawałki mięsa wylądowały na grillu. Postanowiłem wykorzystać ten moment i przerwać tą nieustanną ciszę.
- Zaprosiłem was tu, by nasza świeżo utworzona drużyna zintegrowała się i mniej więcej zapoznała ze sobą. To kto zacznie? - Popatrzyłem na nie. Tak. Mogłem się tego spodziewać. - Dobra. Ja zacznę. Nazywam się Naruto Namikaze. Jonin, jinhuuriki i brat oto tej dziewczyny. - Wskazałem palcem na Noa. - Uwielbiam ramen, ciszę i jakąś porządną akcję. Nienawidzę, gdy takie dziewczyny jak wy, nie chcą się ze sobą zapoznać! - Powiedziałem to mrocznie z chropowatym głosem i kapturem na głowie przysłaniającym moją twarz. Zaniemówiły. - Teraz ty. - Wskazałem na Szarowłosą, która odchrząknęła.
- Nazywam się Gina Uzuki. Genin z Wioski Chmury. Lubię... yyyy... czytać... nie lubię... w sumie nie ma nic takiego. - Spojrzałem na Nanami.
- Nazywam się Nanami. Przybyłam do wioski parę miesięcy temu. Jak widać, zostałam geninem, chociaż sama nie wiem czemu. - Chrząknąłem. - Tak, dobra. Jestem jinhuriki. Zadowolony? Lubię Naruto. - Zdziwiłem się z lekka. - No co? Tamten rok był wspaniały.
- Zależy dla kogo.
- Ty po prostu jeszcze o tym nie wiesz. Nie lubię być ignorowana. - Spojrzała na mnie złowrogo.
- A kiedy cię ignorowałem? - Spytałem z czystej ciekawości.
- Wtedy gdy znikałeś, bądź w wiosce.
- Sprostujmy parę rzeczy. Znikałem, gdyż trenowałem i starałem się ukryć prawdę przed tobą. Większość ludzi jest nieprzychylna gdy wiedzą, że za ścianą mieszka potwór. A jeśli chodzi o wypady do wioski, to sama se odpowiedz. Ciąganie mnie na kilkugodzinne zakupy było lekką przesadą.
- Wyolbrzymiasz. - Boże, niech przenigdy te czasy nie powrócą. Wskazałem ręką następną osobę.
- Noa Namikaze. Tak jak Nanami, genin. Przez większość swojego życia mieszkałam z wujem i babcią nie mając zielonego pojęcia o istnieniu brata. Lubię ciszę i wypoczynek. Nienawidzę... Namito. - Powiało chłodem.
- Skoro wszyscy się już poznali, to nastał najwyższy czas na omówienie paru spraw związanych z organizacją jutrzejszego treningu. Niestety, moje stare i dobrze znane pole treningowe jest zajęte, dlatego spotkamy się na dwudziestym. Przynosicie broń i wszystko co wam się przyda. Strój przystosowany do ciężkich misji. Ma być wygodny i solidny.
- Naruto. - Ktoś oparł się o blat stołu. - Jesteś mi potrzebny.
- Wujek? A w jakiej sprawie?
- Po prostu potrzebny. Później ci powiem. - Wygląda na to, że na prawdę jest coś ważnego do roboty.
Wyciągnąłem z kieszeni i odpieczętowałem zwój. Na stół trzasła z hukiem wielka księga.
- Najprawdopodobniej nie spotkamy się do wieczora, więc wasza trójka musi się z nią zapoznać.
- Coooo!? - Wypowiedziały synchronicznie. Spoglądały z przerażeniem raz na mnie, raz na książkę. Hahaha, też tak kiedyś reagowałem.
- Znajdziecie tu wszystkie podstawowe informacje, techniki i sztuczki ninja. Z czego większość, powinna być ci dobrze znana, Gina. A teraz żegnam was. Narka. - Wstałem, zostawiając pieniądze na stole i wyszedłem za wujem.
- Do czego jestem ci aż tak potrzebny, że narażasz mnie na gniew Hokage za niepełnienie swoich obowiązków? - To, że z nimi przebywałem w barze jeszcze bym jakoś wytłumaczył. Na przykład przerwa w ćwiczeniach bądź wykład teorii, ale gdy mnie całkowicie nie ma, może być ciężko.
- Złapałem ich.
- Czekaj! Że co!? - Nie mogę uwierzyć własnym uszom. Jednak dotrzymał swojego słowa mówiąc, że się tym zajmie.
- Zgarnąłem obydwu. Szpiegującego mnie jak i ciebie.
- Kiedy? - Przyspieszyliśmy i skręciliśmy w jakiś zaułek.
- Całą noc próbowałem dowiedzieć się kim są i czemu dostali takie zadanie. Jedyne co ustaliłem to to, że są z Korzenia i nie mają siedziby w Liściu. Sprawdziłem wioskę i teren wokół, szukając tajnego wejścia. Nic, zero, tak jakby nie istniało.
- A skąd ta pewność, że mają taką bazę?
- Bo znikali mi natychmiast. A oni nie umieją rozpłynąć się w powietrzu. W końcu nie wytrzymałem i złapałem ich zaledwie dziesięć minut temu. Jedno celne uderzenie wystarczyło, by wysłać ich do krainy snów i zanieść w bezpieczne dla nas miejsce.
- A gdzie tu się kryje moja rola? - Spytałem zaciekawiony.
- Przesłuchasz ich.
- Ja!? Niby z jakiej racji!?
- Z takiej, że umiesz czytać w myślach, a nie zamierzam mieszać w tą sprawę oddziałów specjalnych i Anbu, nim nie będziemy mieli solidnych dowodów. W dodatku sami nic nie wyjawią, gdyż mają pieczęć umieszczoną na języku. Od razu mówię, że jej nie dasz rady usunąć.
- Wiem. Widziałem taką u Saia, gdy wykonywałem z nim misję. Od razu przykuła moją uwagę. Niestety, jedyny sposób jej zdjęcia to śmierć osoby odpowiedzialnej za jej nałożenie.
- A wiesz może kto jest ich założycielem? - Spytał mnie chociaż znał moją odpowiedź.
- Danzo. - Powiedziałem cicho.
- Człowiek o którym większość informacji zniknęła z tajnych akt Konoszańskich władz i zwykłego Anbu. Nie znajdziesz o nim nic prócz nazwiska. Wszystkie zadania, podróże, działania także tajemniczo zostały wyczyszczone.
- Skąd to wszystko wiesz? Przecież takie dokumenty trzyma jedynie dowódca Anbu i Hokage. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że...
- Oczywiście, że chciałem się włamać. - Uśmiechnąłem się niezauważalnie. - Przez całe życie byłem szpiegiem. Taki wyczyn to dla mnie codzienność.
- To gdzie je znalazłeś?
- Ja mam to wiedzieć? Nie byłem u niej w domu. - Przystanąłem i rozdziawiłem na cały szerz moje usta. - O! Ty także to wiesz?
- Wiem, że je tam trzyma, ale za cholerę nie dowiedziałem się gdzie mieszka.
- Spytaj Shinju. Przecież mieszkała u niej przez całe dwa tygodnie.
- Racja! - Uderzyłem pięścią w otwartą dłoń.
- A dokumenty otrzymałem od Itachiego.
- Co!? Mówiłeś...
- Mówiłem, że je zdobyłem. A zrobiłem to prosząc go. Przecież dowodzi oddziałem, który przez dwadzieścia cztery godziny ma wgląd we wszystkie dokumenty. Miałem z tego nie skorzystać, jeśli mam takie znajomości? Jeszcze dużo musisz się nauczyć. Chociaż dziwi mnie to, że Jiraiya sensei ci tego nie wpoił.
- Raczej skupił się na umiejętnościach walki.
- No to teraz wiesz już trochę więcej.
- Najwyraźniej tak.
- Pamiętaj. We szpiegostwie masz zawsze trzy drogi. Pierwsza, to znajomości. Druga, samodzielne starania. Trzecia, odwrót. To ty decydujesz która jest najodpowiedniejsza w danej chwili i sytuacji. Niekiedy żadna nie okaże się dobra i będziesz musiał wybrać pomiędzy dwoma innymi, czyli zabiciem wszystkich świadków bądź zatarciem po sobie śladów bez ingerencji w życie ludzkie.
- Ile razy musiałeś sięgnąć do pierwszej opcji?
- Raz, ale wtedy była to moja pierwsza tego typu misja. Byłem wtedy aroganckim szczylem i uważałem się za Boga. Prawie przypłaciłem za to życiem i... czemu ja ci to mówię!? - Skrzywił się i spojrzał na mnie. Odpowiedziałem mu unosząc barki.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Noa:
- Proszę. Za chwilę powinny pomóc. - Wzięłam od Nanami tabletki i szybko włożyłam je do ust, popijając sokiem.
- Ta migrena mnie wykończy. Tak jakby ktoś wyciągał, przez nos, mój mózg łyżeczką do ciasta. - Chwyciłam się oburącz za głowę, którą pochyliłam w dół. Zamknęłam oczy, gdyż odrobinę zmniejszało to ból.
- Ja się za bardzo nie znam, ale może to komplikacje po twojej śpiączce. Jakiś zakrzep czy coś.
- Co coś!? - Wystraszyła mnie tym zagadkowym słowem.
- Nie wiem! Tak tylko mówię. Ale jak tak teraz myślę, to może to też być zwykła migrena. Przecież to Tsunade-sama, czyli najlepszy medyczny ninja w historii, opiekowała się tobą, a nikt wychodząc z pod jej opieki jeszcze nie umarł.
- Dzięki. - Ał! Jeszcze gorzej! - Idę się położyć. Może po drzemce poczuję się lepiej.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
- Chyba zbyt bardzo się starałem. - Usiadłem na kanapie, masując sobie skronie. Te kilka godzin nieustannego grzebania w ich głowach mnie prawie wykończyły. Na dodatek złego, nic nie znalazłem. Żadnej wzmianki o tym starym pryku bądź misji śledzenia nas.
- Napij się. - Spojrzałem pytająco na wuja, który wsypywał mi coś do napoju. - Spokojnie, to herbata z przeciwbólowym. W takim stanie nie śmiałbym dawać ci sake. Jeszcze kaca by ci brakowało. - Wymusiłem uśmiech. Wziąłem szklankę w dłoń i wypiłem zawartość jednym duszkiem.
- Myślę, że nie wydobędziemy od nich nic. Nie umiem wejrzeć głębiej w ich umysł, a już teraz pęka mi głowa.
- Wypuścić także ich nie możemy. - Pokiwałem głową na zgodę. Ał! To nie był dobry pomysł!
- To co robimy?
- Będę ich trzymał o chlebie i wodzie dopóty nie wyśpiewają nam wszystkiego co chcemy wiedzieć.
- Nie powiedzą nic.
- Szczęście, że posiadam elektryczną naturę czakry. - Na potwierdzenie strzelił mnie prądem w ramię. Mięśnie nie wysłuchały moich poleceń i szklanka rozprysła się na kawałeczki o podłogę. - Ups. Chyba przesadziłem. - Popatrzyłem na niego gniewnie, a on głupkowato się zaśmiał i podrapał po głowie.
- Nie rób tego więcej, bo z twojego domu mogę zrobić igloo. - Teraz ja dałem popis i kanapa na której siedzieliśmy zamarzła po jego stronie. Następnie wstałem i oddaliłem się na metr. - Muszę już iść.
- Dokąd?
- A odebrać taką maluśką istotkę. - Oczywiście miałem na myśli Shinju.
- Przejdę się z tobą. Od tego siedzenia zesztywniałem. Pora rozprostować kości. - Spróbował wstać, ale najwyraźniej nie mógł. - No bez jaj! Naruto! Uwolnij mnie!
- Nigdy w życiu. Hahaha. - Zaśmiałem się na widok prób odklejenia się od kanapy.
- No nie. - Oparł się i wzniósł ręce ku górze. - Druga Noa się znalazła! Myślałem że mam to już za sobą, ale najwyraźniej się myliłem. - Popatrzył się na mnie znacząco.
- Wiesz. Chociaż wychowywaliśmy się w dwóch różnych od siebie środowiskach, to nadal jesteśmy bliźniakami. Ale jednak nie jestem taki jak ona, więc znaj dobroć. - Ruchem ręki sprawiłem, że lód zniknął. - A teraz w drogę. Nie chcę znowu pędzić na złamanie karku.
Szliśmy główną ulicą Konohy. Chwyciłem się ręką za za czoło, a na twarzy wymalował się grymas. Nadal odczuwam skutki przesłuchań, a środki przeciwbólowe nie pomagają. Co jest nie tak z tą umiejętnością? Nigdy, absolutnie nigdy nie czułem takiego bólu! Dosłownie pęka mi głowa!
- Wszystko w porządku?
- Nie. Masz coś mocniejszego? - Spytałem z nadzieją na zmniejszenie dolegliwości.
- Może szpital? Tam mają mocniejsze leki.
- I mnie otumanią. Nie dziękuję. Daj jeszcze parę saszetek. Najlepiej wszystkie. Odkręciłem bukłak z wodą.
- Przedawkujesz. - Wyjął z kieszeni, lecz nie podał mi ich.
- Tego nie da się przedawkować. - Wyrwałem mu je z ręki, otworzyłem i wsypałem. Wymieszałem zawartość i zacząłem zachłannie żłopać.
- I tu się mylisz. - Zaprotestował, lecz nie zareagował.
Przez parę minut szedł na równi ze mną nie odzywając się. Następnie weszliśmy do budynku akademii. Skierowaliśmy swoje kroki do sali w której to dzieciaki czekały po zajęciach na swoich rodziców. Rozsunąłem drzwi. Uderzyły w nas wrzaski i krzyki dzieci, a następnie Namito otrzymał soczyste uderzenie w twarz jedną z zabawek, po czym upadł.
- Gdyby to był shuriken, zginąłbyś. - Stwierdziłem patrząc jak się podnosił.
- Szczęście był to tylko pluszowy miś, ale jakichś gigantycznych rozmiarów. - Spojrzał na zielonego, metrowego słonia.
- Ty ciesz się, że nie oberwałeś czymś ... - W tej chwili zasłonił się miśkiem przed ołówkiem który nadleciał i wbił się do połowy. - ... ostrym.
- Dobra. Nawet za moich czasów nie było tu tak niebezpiecznie. Bierz Małą i spadamy.
- Ja mam przejść przez to pole minowe!? - Spojrzałem na podłogę pełną... wszystkiego.
- A kto!? Ja!? Co najwyżej mogę cię osłaniać.
- Panowie na kogoś czekają? - Odwróciliśmy się. Ujrzeliśmy brązowowłosą kobietę w czarnych okularach. Ubrana w czarną spódniczkę i białą, elegancką koszulę najwyraźniej przykuła uwagę Namito.
- Tak. Przyszedłem odebrać Shinju. - Popatrzyła na mnie dziwnie. - Coś nie tak? - Nagle dziwnie wzrosła moja podejrzliwość.
- To nowa uczennica? Nigdy jej nie widziałam.
- Dzisiaj zaczęła się uczyć. Przecież Hokage miała wszystko załatwić. - Uderzyłem się ręką w czoło.
- Przepraszam, może po prostu nie została wpisana do całej dokumentacji. - Wzięła dziennik i długopis do ręki. - Może pan powtórzyć jak nazywa się dziecko?
- Shinju. - Zanotowała.
- A na nazwisko?
- Yyyy. Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia.
- Ale jest pan jej opiekunem? - Poczułem się jak na przesłuchaniu.
- No tak. Przydzieliła mnie sama Hokage. - W tej chwili usłyszałem tak jakby dźwięk metalu kruszącego kość.
- Dobra! Który szczyl to rzucił!?!? - Namito odwrócił się w stronę sali z niemałymi pretensjami i mordem w oczach, trzymając metalową kulkę w dłoni. Na potylicy wyrósł mu olbrzymi guz.
- A pana godność? - Wypytywała mnie nie przejmując się moim wujkiem.
- Naruto Namikaze. - Ujrzałem nagłe zdenerwowanie w jej osobie, chociaż próbowała to przede mną zataić.
- Nie będzie pan przeciwko, jeśli zapiszę u niej pana nazwisko? - Coś jest nie tak.
- Nie. Skądże. Jeśli pomoże to w dokumentacji, to czemu nie?
- Proszę poczekać. Za chwilę ją przyprowadzę. - Weszła do sali i zniknęła za rogiem. Czyli dlatego od razu nie zdołałem ujrzeć Małej. Są tu dwie sale połączone w jedną poprzez przejście.
- Najwyraźniej nie muszę obawiać się o wynik naszej potyczki. - Uśmiechnąłem się szyderczo w jego stronę. Zacząłem pogawędkę, lecz  ie spuszczałem oka z tej kobiety oraz ciągle śledziłem jej czakrę. Brak jakichkolwiek wahań. Może to tylko moja chora wyobraźnia?
- Ho ho ho! Taki pewien!? - Spojrzał na mnie z groźbą mordu wypisaną w jego oczach.
- Z obserwacji.
- Pamiętaj, że nadal nie doszliśmy do siebie. Mięśnie jeszcze nie te i trzeba czekać. Po drugie masz w sobie Kyuubiego, który chcąc czy nie, regeneruje twoje ciało, więc na chwilę obecną masz przewagę, ale do czasu...
- To powiadom kiedy i gdzie, gdy się wykurujesz, lecz pamiętaj, ja także się leczę.
- Coś mi się zdaję, że jedynie na głowę.
- Już wiem co miała na myśli Noa.
- Chę!? - Zdziwił się tak nagłym określeniem.
- Ty tego nie dostrzegasz, ale Noa przejrzała cię na wylot, a ja zaczynam przyznawać jej rację.
- Co wy insynuujecie!? - Wściekł się, bo nie wie czego więcej się od niej kiedyś dowiedziałem. Wracaliśmy do Konohy, więc był szmat czasu na tego typu rozmowy. Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż kobieta, wyszła z Małą na korytarz, która niemal natychmiast wtuliła się w moją nogę.
- Idziemy do domu? - Spojrzała w górą wprost w moje oczy.
- Yhym. - Wziąłem ją za dłoń, na której ciągle widniała rękawiczka. Odetchnąłem z ulgą, że wysłuchała mojej prośby i nie sprawiła żadnych problemów. Ruszyliśmy w stronę wyjścia, a za nami nadal naburmuszony Namito. Na zewnątrz przystanęła.
- Jestem zmęczona. Nie mam siły iść. - Zwiotczała postura ciała i ton głosu jednoznacznie na to wskazywały. Trzeba będzie się teleportować.
- To weź ją na barana. - Nie była to rada, bardziej zgryźliwość.
- Taaaak!!! - Wyciągnęła ręce ku górze. Popatrzyłem na Namito z miną, którą mogła wyrażać tylko jedno. Zakopię go za wioską.
- Nie lepiej być szybciej w domu? - Choć jest środek dnia, także chciałbym się już położyć i porządnie wyspać.
- Proszę, proszę, proszę, proszę, proszęęęę!
- Yyyy... - Zakłopotałem się. Coś mi to przypomina. - ... no nie wiem... - Zrobiła maślane oczka. - ... zgoda. - Posadziłem ją sobie na barkach. Złapałem za kostki nóg, które zwisały na mojej klatce piersiowej i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Przez parę minut martwiłem się, że zaraz spadnie, gdyż balansowała dość niepewnie,. Po chwili uspokoiłem się, znaczy wpierw zdenerwowałem, bo przechyliła się do tyłu i uderzyła plecami o moje. Jednak w końcu uspokoiła się i wyprostowała, rozglądając się wokół. Zacząłem rozmyślać nad jej zachowaniem. Nawet dla mnie, przemiana z przerażonej dziewczynki, która nie chciała odejść ode mnie na krok, do żywej oraz ciekawej świata, mnie lekko niepokoiła. Niestety musiałem przerwać rozmyślania. Poczułem coś co wypływa z mojego ciała. Spojrzałem w górę.
- Zakładaj rękawiczki. Nie zgadzam się na grzebanie w mojej głowie.
- Chciałam tylko zobaczyć twojego przyjaciela. - Ze smutkiem poczęła zakładać je na nowo.
- Przykro mi, ale nie jest on ci niezbędny oraz proszę oto, byś nie wspominała o nim publicznie.
- Czemu?
- Bo nie lubię, gdy ludzie o mnie gadają.
- Czemu?
- Bo to irytujące, gdy obce dla ciebie osoby szemrają za twoimi plecami. - Oraz lekko niepokojące.
- Czemu?
- Co czemu?
- Czemu irytujące?
- Po prostu tego nie lubię.
- Czemu?
- Już mówiłem.
- Ale co? - W tej chwili mojego ducha przygniotła skała.
- Czy ty zawsze zadawałaś tyle pytań? - Troszkę się rozzłościłem, ale wymusiłem uśmiech.
- To, to jeszcze pikuś. Noa w jej wieku zadawała tysiące pytań na dzień. Jakby nie mogła być niemową do teraz.
- Czemu? - Na czole wujka uwypukliła się żyła.
- Ja także zaczynam mieć cię dość! - Przybliżył się do niej i wytknął palcem. Zapanowała cisza, lecz nie na długo. Nie sądziłem, że Mała się rozpłacze.
- Ten pan na mnie krzyczy! - Łzy kapały na moją głową.
- Co!? Nie... ja... - Ledwo powstrzymałem się od śmiechu na reakcję Namito, ale żeby bardziej mu dosrać, postanowiłem zagrać.
- No już. Nie płacz. - Zacząłem ocierać jej łzy. - Ten typ tak ma. Nie ma uczuć, jest porywczy, niekulturalny oraz brzydki. Nie możesz się aż tak nim przejmować.
- Mów za siebie!
- Hahaha.
Uspokoiła się dopiero, gdy dotarliśmy do Ichiraku Ramen na małe co nieco. Na moje nieszczęście, a jej tak, stołek był za mały i musiałem posadzić ją sobie na kolanach. W oczekiwaniu na jedzenie zacząłem nim podskakiwać, by dać jej radochę, a samemu zamienić parę słów z Kuramą.
I tak nagle wpadłeś na to przypuszczenie? 
A co? Źle myślę? Powiązałem wszystkie fakty ze sobą. To coś co trzymam zapieczętowane w stawie na mojej posesji, musi mieć związek z dziwnym zachowanie mojego mistrza.
Raczej z jego zmartwychwstaniem.
To też prawda. Ale wracając. Energia jaką czułem była bardzo podobna w obu przypadkach. No i to coś próbowało mnie zabić, a wcześniej przejęło częściową kontrolę. Nie panowałem nad sobą. Możliwe, że tego jest więcej. Może w ten sam sposób zginął Yoshito sensei oraz jego uczniowie i jeżeli to prawda, mam kolejne obawy co do ich liczebności. A ta czakra, którą stłamsiliśmy w rodzimej wiosce Shinju, także miała ten sam charakter co w przypadku Yoshito, lecz ten, nie posługiwał się technikami, a jedynie umiejętnościami władania mieczem oraz kumulacją czakry, by sparować wszystkie ataki skierowane w jego osobę.
Podejrzewasz coś jeszcze?
Tak. Za atakiem na tamtą wioskę stał jego uczeń, który posiada i posługuje się potężną naturą ognia.
Skoro tak uważasz.
Ty przynajmniej próbujesz dawać pozory, że cię to obchodzi? Kurama. Nie ignoruj mnie. Eh. Co ja z tobą mam.
Wróciłem do rzeczywistego świata. Akurat zdążyłem na podanie ciepłego posiłku i o mały włos Shinju nie przyłapała mnie na rozmowie z Kyuubim, gdyż już drugi raz wciągu zaledwie dwudziestu minut, włamała mi się do pamięci.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess