niedziela, 31 grudnia 2017
wtorek, 26 grudnia 2017
N.n.m.s. - Nowe Znajomości
Witam was w pierwszym rozdziale nowego opowiadania. Tym razem nie wycofam się z niego po zaledwie miesiącu ślęczenia nad nim, jak to było z poprzednim ^^.
Uprzedzam!
Może będzie się to wszystko wydawać ,,trochę" nudne, idiotyczne, debilne, bezpodstawne, niemożliwe, niecenzuralne, wulgarne i wiele, wiele innych tego typu określeń, ale to moja, CHORA wizja tego świata :P. Ma być tu dosłownie wszystko z codziennego życia: problemy typu ,,gdzie szczotka do włosów" lub to co poniżej w tekście, przyjaźń, miłość, nienawiść, rozczarowanie, rozpacz, pokusy etc., itd.
Przepraszam, jeśli język pisania trochę kuleje, gdyż po raz pierwszy piszę w narracji pierwszoosobowej. Można powiedzieć, że podjąłem się kolejnego dużego wyzwania :D.
Są pytania? Jeśli tak, to zapraszam do komentarzy pod notką. Z resztą na jedno już odpowiem ;). Tak, będzie wszystko publikowane na tej stronie, a spis treści uzupełniany niebieskim kolorkiem co miesiąc z wymienionego powodu na tej podstronie. Enjoy.
********************************
- Noa! Jesteś gotowa? - Zawołałem.
Stałem tuż przed schodami i bawiłem się kluczami. Ubrany byłem w białą koszulę, pomarańczowy krawat, czarną marynarkę i tego samego koloru spodnie i buty. Na tej uczelni muszę tak wyglądać. Był to obowiązkowy strój studenta. Mam reprezentować uczelnię swoim zachowaniem, wynikami jak i również ubiorem.
Dom w którym mieszkam jest ogromny. Kilkanaście sypialni na górze, pięć łazienek, jedna dość obszerna kuchnia na parterze, salon będący reprezentacyjną częścią domu zajmował prawie pięćset metrów kwadratowych. Doliczyć się można było innych pomieszczeń, garderób, schowków. Na zewnątrz znajdowało się ogromne, posłane trawą pole.
- Jeszcze proszę o krótką chwileczkę!
Taaaa. Chwileczkę, czyli dwadzieścia minut siedzenia w łazience. Rozumiem, że chce ładnie wyglądać i tak dalej, ale to nie czas na chłopaka. Ma dopiero piętnaście lat! Nie mam zamiaru tłumaczyć się rodzicom, że siorka tak sobie zaszła w ciąże przez swoją nieostrożność i głupotę z jakimś nieodpowiedzialnym gnojkiem, który co dopiero odkrył co to znaczy słowo seks. Ehh. Czeka mnie dość trudna rozmowa. Czemu mama nie mogła wrócić właśnie w tym miesiącu? Nawet na jeden dzień! Nie musiałbym udawać rodzica, którym nie jestem.
- Gotowy?
W końcu zbiegła.
- Tak. Wsiadaj do auta. Ja już zamknę drzwi.
Oczywiście na dwa sposoby. Na klucz i na pieczęć. Takie zabezpieczenie, by nikt nie mógł wyważyć drzwi ani stłuc okna. Spojrzałem na moje nowe auto. Ledwo co zdążyłem zdobyć prawko i otrzymałem na prezent Mercedesa. Rodzice. Jak zwykle chcą byśmy mieli to co najlepsze. Próbują w ten sposób zrekompensować ich brak, ale niestety, to ich nie zastąpi.
Usiadłem za kółkiem i zamknąłem drzwi kierowcy. Zapiąłem pasy i spojrzałem w prawo, by upewnić się, że tak samo postąpiła siostra. Przynajmniej tego nie muszę jej wypominać. Haha. Lusterka mijania? Są ustawione. Główne przy przedniej szybie? Także. Zapalam światła. Chwytam kierownicę lewą ręką, a prawą za ręczny. Zwalniam go i ustawiam bieg na wsteczny. Pilotem otwieram drzwi od garażu i powoli wyjeżdżam na swój wjazd. Jest on dość duży, więc łatwo zawracam. Kolejny raz naciskam na przycisk pilota, by zamknąć drzwi. No. Można ruszać.
- Stresujesz się za kółkiem?
- Nie. To tak widać? - Próbuje sam siebie okłamać. To oczywiste, że dzisiaj pierwszy raz jadę z nią, a sam dopiero drugi tym autem. Nadal się nie przyzwyczaiłem, a martwię się, by nie mieć poważniejszego wypadku.
- Widzę to po tobie. Z pewnością wolałbyś użyć teleportacji aniżeli auta.
- I tu masz rację. Zamiast czterdziestu minut potrwałoby to zaledwie kilka sekund. Na dodatek korki i wiecznie niezdecydowani kierowcy.
- Z ust mi to wyjąłeś. Dotrzeć tam zwykłą komunikacją to istny obłęd. Metro zatłoczone po brzegi.
- Noa musimy porozmawiać. - Żeby dobrze zareagowała. Nie chce zepsuć sobie dnia na kłótni z nią.
- Tak. Wiem. Nie ujawniać swoich umiejętności.
- Nie o tym chciałem pomówić. Chodzi o ten wiek i takie tam. - Ahh. I spojrzała na mnie jak na debila.
- Naruto?
- Chodzi o te sprawy. No wiesz. To twój pierwszy dzień szkoły, bo byłaś chora przez miesiąc.
- Nie przejmuj się. Znajdę sobie przyjaciół. Nie jak ty. Wiecznie samotny. - Kurwa. Nie to miała skojarzyć. Jeszcze mi smarkula dowaliła.
- Noa. Chodzi o temat intymny.
- Co!?!? - Nareszcie załapała.
- Pstro.
- Pogięło cię, że o tym chcesz gadać!?
- Nie i tu jest problem. - Nie wiedziałem, jak zacząć tą rozmowę.
- To wyjaśnij mi! Mógłbyś chociaż raz nie zachowywać się jak ojciec!
- Nie mogę! Jakbyś nie zauważyła! Nie ma ich w tym kraju, a nawet na kontynencie! Myślisz, że to dla mnie łatwe!? Staram się jak tylko mogę, byś wyrosła na kogoś porządnego, a ty mnie olewasz.
- To może zaprzestań swoich prób!?
- Nie mogę!! Przyrzekłem matce!! - Moje oczy zmieniły kolor na krwistoczerwony. Niestety, zauważyła to, umilkła i odwróciła się w stronę okna. - Przepraszam. Nie chciałem tak wybuchnąć. Jestem za ciebie odpowiedzialny. Martwię się za każdym razem, gdy wychodzisz z domu. Nie chcę, by stała ci się krzywda. Nie chcę byś zmarnowała sobie życie przez jakiegoś frajera. - Te kilka minut zdały się dla mnie najcięższe w życiu.
- Rozumiem to jak mało kto. To ja powinnam przeprosić. Wiem, że masz dużo spraw na głowie i próbujesz mnie chronić, ale czasami mógłbyś trochę wyluzować. - Uśmiechnęła się lekko w moim kierunku. Ulżyło mi, że jednak zrozumiała. - Mogę obiecać, że nie odwalę takiego numeru jaki masz teraz na myśli.
- Uspokoiłaś mnie. Jednak odpuszczę ci tylko troszeczkę. - Po trzydziestu minutach dotarliśmy pod jej szkołę. Pożegnaliśmy się i patrzyłem jak idzie w stronę budynku. Dopiero gdy zniknęła w drzwiach, odjechałem.
Mój wydział był zaledwie dwie minuty drogi dalej. Kończyłem wcześniej niż ona, więc mogłem odbierać ją zawsze. Zaparkowałem na parkingu uniwersyteckim. Było dość mało aut i szybko znalazłem miejsce. Wziąłem mały plecak i zawiesiłem na ramieniu. Zamknąłem auto i ruszyłem. Dokoła mnie pełno grupek złożonych z kilkunastu osób, które żywnie ze sobą rozmawiały. Co jest? Ja jako jedyny tu nikogo nie znam? W sumie to normalka. Nigdy nie stroniłem od ludzi.
Pozostało znaleźć aulę numer trzy w tym ogromnym obiekcie. Moje szczęście, że była na parterze i po kilku minutach ją namierzyłem. Wszedłem do środka. Większość studentów siedziała już na miejscach. Jak zwykle usadowiłem się gdzieś w rogu na końcu. Wolałem mieć wszystkich na oku i ogarniać całą salę swoim wzrokiem.
W dole na środku pojawił się pewien mężczyzna.
- Dzień dobry. Proszę zająć miejsca. - Na pierwszy rzut oka nie powiedziałbym, że to nasz profesor. Dość młody na swoją funkcję, ale to mogło świadczyć, że jest dobrym wykładowcą. Miał siwe włosy, a jego twarz zasłaniała biała maseczka przeciw zanieczyszczeniom powietrza. Pewnie ma problemy z drogami oddechowymi. Ubrany jak my w elegancki, granatowy strój.
- Witam pierwszorocznych na naszym wydziale. Mam nadzieję, że dojdziemy do jakiegoś porozumienia i nie pozabijamy się nawzajem. - Hehe. Już mi się podoba. - Nazywam się Kakashi Hatage i to ja stawiam tu warunki. Pierwszym z nich jest to... - Przerwał tu na krótką chwilę i zbudował niebywałe napięcie. Wydawało mi się, że każdy tu z obecnych wstrzymał oddech. - ..., że macie się dobrze bawić, lecz także się czegoś nauczyć.
O tak. Z pewnością będę się tu dobrze bawił. Zapowiadają się długie lata umierania z nudów.
- Zanim przejdziemy do zajęć. Ogłoszenie. W tamtym roku pożegnaliśmy starego dziekana, który odszedł na zasłużoną emeryturę. Dzisiaj na jego miejscu zasiadła nowa pani dziekan, Tsunade. Wraz z tym faktem, by zapewne przypodobać się młodzieży, usunęła pewną zasadę. Moi drodzy, od dzisiaj nie ma obowiązku noszenia mundurka, czyli eleganckiego odzienia takiego jak garnitur.
Następne dwie godziny spędziłem na słuchaniu tego co już przerabiałem w liceum. Takie przypomnienie i pozbieranie wiedzy do kupy.
Siedziałem teraz w ławce w jednej z wielu sal. Zdjąłem marynarkę i powiesiłem na krześle. Jednak można powiedzieć było, że zostaliśmy podzieleni na klasy, gdyż spojrzałem po drodze na plan i wszędzie, gdy mieliśmy mieć zajęcia w mniejszych grupach, byliśmy w tym samym składzie.
Z przodu od strony okna usiadły dziewczyny żywnie o czymś rozmawiające. Znały się pewnie z dawnej szkoły, tak samo jak chłopaki, którzy ewidentnie coś ustalali. Poczułem się przez to dość dziwnie. Tak jakby niepotrzebny. Jednak szybko zwalczyłem to uczucie w zarodku. Zamknąłem oczy, gdyż wyczułem, że ktoś bardzo chce ze mną porozmawiać.
- W końcu wróciłeś do mego ciała? - Dla niektórych to dziwne, ale mój demon lubił podróże, dlatego też wyjechał z moimi rodzicami kilka miesięcy temu.
- Taaa. Dobrze wrócić na stare śmiecie. - Zabije futrzaka. - Jednak cię zmartwię.
- Czym niby?
- Twoi rodzice kazali ci przekazać, że nie wrócą do końca roku. - No i doczekałem się zepsutego dnia.
- A jest jakiś powód?
- Nie wyjaśniali.
- Czyli żaden oprócz pracy. Dobra. Dzięki za fatygę.
- Kazali cię pozdrowić i złożyć życzenia z okazji urodzin, które masz za chyba dziewięć dni. Myśleli, że trochę dłużej zajmie powrót i dlatego kazali mi to przekazać. - Przynajmniej nie zapomnieli.
- Oho. Przyszła pani dziekan. Widzimy się w domu.
- Młody. Stępiły ci się zmysły.
- Czemu tak sądzisz?
- Nie wyczuwasz? - I tu skupiłem swoją całą uwagę na blondynce. Kyuu miał rację. Za długo nie trenowałem i nie umiałem wyczuć czakry.
- Rzeczywiście.
- No to chyba wiemy do kogo będzie można się zwrócić z prośbą o pomoc.
- Niby po co? - Zaniepokoił mnie tym stwierdzeniem.
- Tak tylko mówię. Chyba nie zapomniałeś zasad?
- Pamiętam wszystkie.
A jednak zapowiadało się dosyć ciekawie. Czułem na sobie jej wzrok. Wiedziałem, że ona także mnie wyczuła. Coś mi się zdaje, że będę miał rozmowę, lecz nie teraz i nie dzisiaj. Byłoby to zbyt podejrzane. Każdy szanujący się shinobi o tym wie. Będzie to przypadkowe spotkanie gdzieś w mieście. Ehh. Nie cierpię tych podchodów, ale nie zamieniłem z nikim obcym więcej niż dwóch zdań od dobrego miesiąca. Dlatego postanowiłem zaczekać aż wszyscy wyjdą.
- Czemu tu nadal jesteś? Skończyłam zajęcia.
- Wiem, że pani także wie kim jesteśmy.
- Może.
- Taaa. Jednak nie jestem sam w tej szkole.
- Co chcesz wiedzieć?
- Do którego domu pani należy? - Nigdy nie spotkałem innego shinobi, chociaż specjalnie ich szukałem, lecz do domów nie mam prawa wstępu bez zaproszenia.
- Najpierw ty podaj swój. - Nieufna, ale ja także, lecz nie udzielając odpowiedzi utknąłbym w martwym punkcie.
- Pierwszy. - Widziałem, że tego się nie spodziewała.
- Czyli jednak plotki mówiły prawdę. - Plotki? - Jesteś w śród nas. - Z skąd ona wie!?
- Ciałem tak jakby, a duchem lubię gdzieś odlecieć.
- Hahahaha. Fajny z ciebie dzieciak. Spotkamy się następnym razem.
- Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Drugi. - Ojciec wspominał o tym numerze. Posiadacze największej ilości czakry, wywodzący się z klanu Senju. Więcej informacji nie potrzebowałem. Wyszedłem i skierowałem się na zewnątrz. Trzy godziny zajęć to nie tak dużo, jednak są wyczerpujące, a zapewne wielu ze studentów chodzi także na inne kierunki. Tylko ja taki niezdecydowany. Zawiesiłem marynarkę przez ramię i udałem się w stronę parkingu umiejscowionym przy ulicy. Leżał na przeciw szerokiego, kamiennego placu prowadzącego do budynku. Oślepiło mnie słońce i o mało nie spadłem ze schodów. Na szczęście nikt tego nie zauważył.
Oparłem się o auto i wyciągnąłem telefon. Na szybko napisałem sms'a do siostry, by dowiedzieć się za ile kończy. Pewnie miała przerwę, gdyż odpowiedź przyszła błyskawicznie. I co ja mam robić przez dwie godziny? Szybko zajrzałem do ściągniętej mapy wydziału. Niedaleko znajdowała się kawiarnia. Od razu skierowałem się w tamtym kierunku.
Po dotarciu otworzyłem drzwi. Wystrój zaprzeczał nazwie. Był za ciemny, brakowało okien, a w dodatku był półokrągły bar. Usiadłem tuż na jego rogu. Długo nie musiałem czekać, by podszedł do mnie króczowłosy, młody mężczyzna. Miał może z dwadzieścia parę lat.
- Coś podać?
- Tak. Kawę, najzwyczajniejszą jaka jest. - Otrzymałem ją kilka minut później. Najwyraźniej parzyli ją dla każdego osobno i w jakiś tajemniczy sposób.
- Proszę.
- Mam pytanie. - Popatrzył się na mnie. - To w ogóle jest kawiarnia? - Zaśmiał się.
- Przepraszam, lecz jesteś już dziś siódmą osobą, która oto pyta. Oczywiście, że tak. Wystrój jest taki, gdyż w weekendy robimy dyskoteki i nadal nie zdołaliśmy po ostatniej tu za bardzo ogarnąć. Pewnie nowy, co?
- Taa. Dopiero zapoznaje się z otoczeniem.
- Widać. Jestem Itachi. - Wyciągnął do mnie rękę.
- Naruto. - Odwzajemniłem uścisk.
- Wstęp mają tu jedynie studenci, chociaż jest ten budynek na terenie uczelni to wykładowcy nie mają tu wstępu.
- Nie gniewają się?
- Nieeee. - Machnął ręką. - Co ty. W budynku mają z kilkanaście automatów z kawą, więc nie jesteśmy im do szczęścia potrzebni. A co do imprez to nam ufają, że się nikt nie pozabija. Oho. Nowe klientki przyszły. Zaraz wracam.
I oczywiście wszedł nie kto inny jak dziewczyny z mojej ,,klasy". Zamówiły po kawie i usiadły nieopodal przy stoliku. Dość długo wodziłem wzrokiem. Nawet nowy znajomy to zauważył.
- Podoba ci się któraś, że tak wertujesz ją od stóp do głowy? - Speszyłem się, lecz nie dałem tego po sobie poznać.
- Już spojrzeć nie można?
- Oczywiście, że można. Jesteśmy facetami. To normalne, że lubimy spojrzeć na ładne dziewczyny. Tylko niektóre są już zajęte.
- Dzięki za info. - Sam nie wiem czemu, ale nasunęło się na mój język pytanie. Przeważnie wymieniałem parę zdań z ludźmi i kończyłem rozmowę, ale ten gość miał w sobie to coś, że chciało się kontynuować nawet na bzdurne tematy. - A skąd to wiesz?
- Proste. Jedna z nich jest dziewczyną mojego młodszego braciszka. Za cholerę nie wiem co ona w nim widzi. To ta w różowych włosach. - Znów spojrzałem w tamtym kierunku. Wszystkie podobnie, elegancko ubrane w ciemne spódniczki, jasne koszule i niebieskie kołnierzyki.
- Nazywa się Sakura. Na prawo od niej Ino. Reszty nie znam, ale pewnie są z tej samej szkoły.
Rozmawiałem dość długo z Itachim. Nawet spoko koleś. Otwarty, szczery, rozsądny, a także posiada filozoficzne podejście do życia. Czemu tak sądzę? Otóż wierzy on częściowo w reinkarnację lub innego typu zmartwychwstanie. Każdy ma swoje poglądy, ma do tego prawo, a ja to szanuję. Dużo się dowiedziałem na temat tutejszego życia. On sam tu uczęszczał, tak jak jego szef, zaledwie kilka lat starszy od niego. Zauważył on, że studenci nie mają za bardzo gdzie się podziać i otworzył ten oto lokal. Gdy pokazał mi nagranie z wczorajszej imprezy, szczęka mi opadła. Już wiem czemu ludzie dziś tu nie wrócili. Ale do rzeczy. Ludzie wydają się mili, lecz umieją porządnie ukąsić. Jest tu także gostek, który siedział za usiłowanie zabójstwa. Nazywa się Gaara, ale wołają na niego Sabaku. Co dziwniejsze. Jest w moim wieku. Trochę psychiczny i mało kto do niego podchodzi. Zazwyczaj tylko jego brat, który sam ma przed nim stracha, ale to jednak rodzina. Klub otwarty dwadzieścia cztery na dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. I tylko pracuje ich tu dwójka. Trochę mu współczuję. Nie wiem czy bym podołał tej robocie. Jednak ma ona swoje plusy. Można poznać ludzi i trochę informacji o każdym z nich. Nie ma nudy oraz darmowy alkohol i muzyka. W weekend zamawiają d-j'a. Pewnie wpadnę tu z siostrą. Zasada tylko dla studentów nie dotyczy rodzeństwa, więc czemu by nie pokazać jej trochę życia. W dodatku będę mógł mieć ją na oku. Z Itachim już to uzgodniłem i spokojnie nawet sama tu będzie mogła przyjść. Ma wszystko na oku, by nikt się tu za bardzo nie rozhulał. W innym wypadku taki gość ma zakaz wstępu, aż do śmierci.
No nadszedł czas, by się zmyć. Zapłaciłem i wyszedłem z lokalu. Kierując się w stronę auta spotkałem Kyuu, który ewidentnie był zadowolony. Już się boje co to takiego mogło być.
- Gdzie cię wywiało? - Przecież nagle zapragnął ze mnie wyjść, więc pytanie jak najbardziej na miejscu.
- Do naszej ukochanej pani dziekan. - O mało się nie udusiłem własną śliną.
- Co!? Po cholerę u niej byłeś!?
- Spokojnie. Przyziemna i dość prosta sprawa. Razem z tobą będę uczęszczał na zajęcia. Twoi rodzice załatwili lewe papiery na moją prośbę.
- Zapragnąłeś się w końcu czegoś nauczyć?
- Z skądże. Chce zasmakować ludzkiego, jak i studenckiego życia.
- Oj. Zawiedziesz się.
- Wiem, ale i tak będzie to coś nowego. To gdzie teraz?
- Po Noa. Kończy za kilka minut.
- To prowadź.
- Tobie i tak bym nie dał. - Uśmiechnął się krzywo w moją stronę.
- A tak poza tym. Może wznowisz trening? Strasznie mi się nudzi i jakoś nie mam co robić.
- Pogoń za ogonami. Masz ich dziewięć, więc zanim wszystkie złapiesz to trochę potrwa.
- Dał ci ktoś kiedyś w pysk? - Popatrzył na mnie gniewnie, lecz przebijał się przez tą maskę lekki uśmiech.
- Tak. Ojciec przy treningu. Nie zdążyłem zrobić uniku i straciłem przytomność na dwa dni.
- Nie było pytania. - Uwielbiam się z nim droczyć. Zawsze wychodzą z tego fajne efekty, lecz widzę, że nie tym razem. Muszę się bardziej postarać. Albo nie. Wiem kto mu dokopie.
Trzy minuty później opieraliśmy się o maskę mojego samochodu.
- Dłużej nie mogłaś? - Zapytał Kyuu z ironią moją siorkę, obok której stała koleżanka.
- Kurama? - I się szykuje pocisk na lisa, gdyż miała przy tym zbyt przesłodzony głos. - Powoli zastanawiam się, czy aby na pewno pod tym czerepem masz mózg, a nie jakiś orzech czy nitkę zwiniętą w kłębek. - Coś słabo jej teraz poszło. Zazwyczaj Kyuu leżał i kwiczał.
- Myśl dalej. Odpowiedziałbym ci na to pytanie, ale sama musisz dojść do sedna.
- Już to zrobiłam. - Wiedziałem, że to musiało być dla niej za mało. - Wiesz do jakiego wniosku doszłam? Po prostu jesteś niedojebanym umysłowo, psychicznie chorym dzieckiem, które swoją szpetną mordą, na co dzień, uprzykrza życie innym.
No i poszły konie po betonie. Spojrzał na nią z mordem w oczach.
- Kyuu. Nie tutaj. - Złapałem za jego ramię, gdyż zauważyłem, że z włosów na głowie zaczęły pojawiać się uszy. Uff. Szczęście, że koleżanka Noa tego nie zauważyła.
- Braciszku. - Znowu ten cholerny głos, którego u niej nie znoszę. Dwie możliwości. Dojedzie także mi, albo jedna z próśb. - Podwieziesz także Nanami?
- A gdzie mieszka?
- Po drodze. Poza tym to koleżanka z wcześniejszych lat. - Obie dziwnie się uśmiechnęły.
- Jeśli tak się sprawy mają, to niech wam będzie. Wskakujcie. - Otworzyłem tylne drzwi. - A ty Kurama. Do bagażnika.
- Wal się. - Hehe. Jednak tylko plecaki.
Jechaliśmy. Oczywiście księżniczka nawijała z tyłu. Nie powiedziała sama z siebie nic co, by zaspokoiło moją ciekawość, więc postanowiłem po chamsku im przerwać.
- A jak tam było w szkole?
- Nawet w porządku. Miła atmosfera i ludzie. Nauczyciele trochę gorsi, ale myślę że wytrzymam. A ty jak? Poznałeś kogoś? - O ty mała wredna!!! Wyczułem tą dwuznaczność wychodzącą z twoich ust!
- Z uczniów nikogo. Tylko dziekana i pracownika kawiarenki pełniącej funkcję klubu.
- Znów będzie siedział na kanapie i samotnie oglądał filmy. Przeważnie romanse. - To ostanie wyszeptała, lecz i tak usłyszałem. Właśnie w tym momencie na moim czole pojawiła się wściekle pulsująca żyła. Uderzyła w ten punkt, którego obiecała nie tykać. Odwróciłem się. Z pewnością drgała mi powieka.
- Odpierdol ty się ode mnie!!! Co cię obchodzi, czy spędzę życie z kimś lub samotnie!?!? - Widziałem strach w ich oczach. Nagle poczułem szarpnięcie kierownicą. To był Kyuu, dotąd siedzący cicho.
- Kurwa!!! Naruto!!! Jedziesz pod prąd!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Próbny Post 1.2
Oi minna! Witam na tym... czymś... Na chwilę obecną nic nie przekazuję, a opowiadania opublikuję, gdy wszystko tu ustawię. Co jak co, ale ustawienia się tu troszeczkę różnią, no i niestety nie mogę przekopiować paroma kliknięciami starego bloga(ta opcja była na starej witrynie) i wkleić go tu (właśnie tej opcji tutaj nie posiadam ;/), a kopiowanie ręczne trochę zajmie.
I jak oczywiście wspominałem, trochę przebuduję pierwsze opowiadanie, więc pewnie N.N.M.S będzie się tu znajdowało (oczywiście do momentu wstawiania Ć.B.).
Proszę o cierpliwość oraz serdecznie pozdrawiam.
Mess.
Ps.: Dla osób, które wchodzą na komputerze. Pasek na samej górze z możliwością wyłączenia, bądź ściszenia muzyki.
Ps 2.: Jest jedna ^^".
Ps 3.:Ta czcionka zostanie z nami na stałe. Przejrzałem wszystkie i i żadna nie jest tak fajna jak ta, a w dodatku oczy przez nią nie bolą na tym tle. Niestety wersja mobilna jej nie da ;/.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
